Korzystając ze sprzyjającej aury i faktu iż na zalewie utworzyła się pokaźnej grubości pokrywa lodowa zorganizowane zostały i rozegrane w dniach 05-07.02 II Mistrzostwa Pracowników TP Centrum w wędkarstwie podlodowym. Do udziału zgłosiło się 11 drużyn czyli 33 zawodników z Białegostoku ,Radomia i Warszawy, wśród nich także pięć Panie. Zawody rozegrane zostały na zalewie Siemiońówka na zatoce obok "Rybakówki" gdzie głębokość łowiska zawierała się w przedziale od 2 do 3 m. Zgodnie z oczekiwaniami pierwsza tura zawodów nie przyniosła wielkich niespodzianek jeśli chodzi o ryby łowiono głownie drobną płotkę, pokazały się też pojedyncze leszcze które narobiły wielkich nadziei pobudzając wyobraźnię łowiących iż II tura zawodów to one będą głównym celem łowiących. Druga tura rozegrana została tego samego dnia przy znacznie większym mrozie co znacząco utrudniało łowienie z powodu obmarzających zestawów, wędek i otworów. Ryby również nie spełniły pokładanych w nich nadziei i nie dopisały tak jak oczekiwano. Nie pokazały się leszcze (poza pojedynczymi), nie było też grubszych okoni a główną rybą była drobna płoć łowiona w ilościach większych niż w I turze. Słabsze żerowanie ryb można było poznać po przemieszczaniu się zawodników od otworu do otworu którzy w poszukiwaniu pojedynczych ryb wędrowali po całym stanowisku . wygrała ekipa z Białegostoku nr 5, wyprzedzając zespoły ze Białegostoku nr 2i Warszawy nr 4. 2,5 - godzinna tury zawodów minęła szybko, a podsumowanie wyników tur jak i całych zawodów przeprowadzone szybko i sprawnie okazało się wygrała ekipa z Białegostoku nr 5, wyprzedzając zespoły ze Białegostoku nr2 i Warszawy nr 4.
Indywidualnie klasyfikacja przedstawia się następująco: 1 miejsce Mirosław Długokiński, Białystok nr 5 2 miejsce Andrzej Jacejko, Białystok nr 5 3 miejsce Grzegorz, Białystok nr 5
Zarząd Towarzystwa Miłośników rzeki Regi informuje o zmianie terminu zwodów Reska Troć 2010. Nowym terminem zawodów jest 20-21 marzec 2010 a przełożenie zawodów jak łatwo się domyśleć wynika z warunków atmosferycznych jakie panują na Redze. W dolnym odcinku rzeka jest zamarznięta stąd rozegranie zawodów w najbliższy weekend nie jest możliwe. TMRR przeprasza za zamieszanie i pozostaje nam nadzieja, że lody spłyną do Bałtyku. Do zobaczenia nad Regą w marcu.
O PUCHAR BURMISTRZA DARŁOWA w dniu dzisiejszym zmierzyło się 75-ciu wędkarzy w zawodach morskich zaliczanych do Grand Prix Polski. Przy spokojnym morzu, temperaturze powietrza -4st.C, jedynie tylko 3 wędkarzy nie złowiło dorsza. Pozostali łowili głównie dorsze ok. 50cm. Pierwsze miejsce zdobył Jerzy Bajer z Koszalina - 1139 pkt., drugi był Krzysztof Sosnowski z Warszawy - 1029 pkt a trzeci Jan Bubień z Poznania - 828 pkt. Wędkarze łowili na pięciu kutrach, z czego najlepszy okazał się kuter "Alisia"; średnia ilość punktów: 602,5. W dniu dzisiejszym w przeciwieństwie do wczorajszego, wędkarze byli wyjątkowo zadowoleni z przebiegu zawodów. Fotoreportaż zamieścimy jutro.
Nasi korespondenci łowili wczoraj i dzisiaj na Siemianówce .Niestety grube okonie nie brały ,aktywne były 15 centymetrowe płocie , zwycięzca lokalnych zawodów,o ktorych szerzej jutro ,w czasie jednej tury złowił ich dwa kilogramy.Dzisiaj pogoda była słoneczna ,wczoraj ziąb.
Zaplanowane na dzień dzisiejszy i jutrzejszy zawody z cyklu Grand Prix Polski w wędkarstwie morskim w Darlowie w dniu dzisiejszym nie odbyly się.Urząd Morski w Darłowie z powodu kry w kanale nie pozwolił na wyjście kutrów w morze.Baltyk był bez fal.Rano było -7 stopni.W ciągu dnia było około 0.Jutro to znaczy w niedziele to znaczy 7-go lutego o świcie kilkudziesięciu wędkarzy prawdopodobnie wypłynie łowić.Relacja jutro na wędkomanii.
Kiedy większość pomorskich rzek z powodu ekstremalnych warunków tej zimy nie nadaje się do łowienia warto przenieść się na jeziora i spróbować swych sił w połowie „pod lodowego łososia”-SIEJI. Ryba, która latem bywa niezmiernie rzadkim łupem wędkarza zimą może być dosyć często urozmaiconym obiektem naszych połowów. Sieja to ryba wybitnie sportowa. Wymiar ochronny wynosi 35 cm. Dzienny limit został ograniczony do 4szt. Większość osobników dorasta od 50-60cm. Osiągając przy tym wagę 1,5-2kg. O jeziora i miejsca w których bytuję najlepiej zasięgnąć informacji u miejscowych wędkarzy. Za przynęty służyć nam będą wszelkiego rodzaju błystki pod lodowe imitujące stynkę oraz ciężkie mormyszki. Sieję łowi się taką techniką jako okonia z tą tylko różnicą, że połów rozpoczynamy na znacznych głębokościach często przekraczających 30m. Po wykonaniu kilku „pompek” bez brań przynętę podnosimy kilkadziesiąt cm i ponawiamy próby. Próby te ponawiamy dopóty dopóki nie ustalimy głębokości na którym w danym dniu żeruję ta ryba. Kiedy uda nam się już ja zahaczyć musimy się przygotować na zacięta pełną temperamentu walkę. Z reguły z wędkarzem mocuje się w pionie, nie ucieka na boki. Farciarzom łowiącym komplet (4szt) w krótkim czasie nie pozostaje nic innego jak opuścić to miejsce np. w pobliże trzcin by dalej z równie udanym powodzeniem łowić okonie.
Nowoczesna ochrona środowiska 2010-02-02
| Wędkarska ekologia
Klimat, gospodarka odpadami i gospodarka wodna – to priorytety prof. Andrzeja Kraszewskiego, który zastąpi prof. Macieja Nowickiego na stanowisku ministra środowiska . Prof. Kraszewski, który przyjął z rąk prezydenta nominację na stanowisko ministra środowiska, zapowiada swoje pierwsze działania jako szefa resortu. Jako priorytety wymienia m.in. klimat, szczególnie handel uprawnieniami do emisji co2, gospodarkę odpadami i gospodarkę wodną.
Nowy minister zapowiada także zdecydowane działania w obszarze odpadów komunalnych oraz walkę z szarą strefą w recyklingu zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego. – Mam ambicję i wolę zbudowania takich ram systemowych, które umożliwią polskim samorządom nowoczesną, zgodną z normami unijnymi i racjami ochrony środowiska gospodarkę odpadami – zapowiada Kraszewski. – Mam nadzieję, że ta reforma się powiedzie.
Przyspieszenia, zdaniem prof. Kraszewskiego, wymaga przede wszystkim realizacja Krajowego programu oczyszczania ścieków komunalnych. – Chciałbym, żeby za mojej kadencji polskie rzeki, jeziora, a zaraz i wody podziemne odzyskały swą dobrą jakość i zdolność biologiczną jako bardzo ważny ekosystem.
Prof. Kraszewski jako minister środowiska zapowiada także wzmocnienie Inspekcji Ochrony Środowiska i nadanie jej uprawnień, które pozwolą skuteczniej niż dotychczas egzekwować prawo ochrony środowiska.
Przedstawieniu prof. Andrzeja Kraszewskiego jako ministra środowiska towarzyszyło formalne pożegnanie ministra Nowickiego, który w grudniu zeszłego roku złożył rezygnację z urzędu. Minister Nowicki podkreślił znaczenie rozwoju nowoczesnej infrastruktury Polski z poszanowaniem zasad ochrony środowiska jako zasady, która przyświecała jego działaniom.
Wśród zadań, które zrealizował w ciągu ostatnich dwóch lat minister Nowicki podkreślił znaczenie rozwiązywania konfliktów z Unią Europejską, w szczególności problemu obwodnicy Augustowa, implementację środowiskowego prawa unijnego i przyśpieszenie procedur środowiskowych (związane z powołaniem Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska), zakończenie ustanawiania obszarów Natura 2000 oraz skuteczne wykorzystanie funduszy unijnych. Prof. Maciej Nowicki dwukrotnie sprawował funkcję ministra środowiska: w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego (w 1991), następnie Donalda Tuska od 16 listopada 2007.
Dr hab. inż. Andrzej Kraszewski jest profesorem Politechniki Warszawskiej na Wydziale Inżynierii Środowiska, specjalistą w zakresie oddziaływania przedsięwzięć infrastrukturalnych na środowisko. Prowadził badania w zakresie metodologii ocen oddziaływania na środowisko, oddziaływania transportu na środowisko i roli konfliktu w podejmowaniu decyzji. Zajmuje się również analizą ryzyka, budową modeli prognostycznych, informatyką środowiska i systemami informacji o środowisku.
Źródło: Ministerstwo Środowiska, www.mos.gov.pl, fot. sxc.hu Z naszej strony życzymy Panu Ministrowi powodzenia w tych planach. Będziemy ze swej strony sygnalizować wszelkie nieprawidłowości, zwłaszcza dotyczące gospodarki wodnej, w tym ściekami. Artur Furdyna
Z kilku łowisk w Białostoskim napłynęły informacje o wynikach wędkowania pod lodem.Najsłabiej było na Mistrzostwach Okręgu Białostockiego rozegranych w Siemiatyczach.Ryby były mało aktywne a wynik około pół kilograma dawał miejsce w czołówce.Inaczej na Siemianówce koło wyspy łowino piękne ponad 60dkg okonie.Na Drętswie lód ma 30cm grubości iryby braly na dwoch metrach i na sześciu,głównie na ochotkę małe i średnie płocie.
Podlodowe Mistrzostwa Koła Miejskiego PZW w Kołobrzegu
| News
W ostatnią niedzielę stycznia, na niewielkim jeziorze Pławęcino rozegrano Podlodowe Mistrzostwa Koła Miejskiego PZW w Kołobrzegu. W poprzednich latach lód nie osiągał wymaganych, co najmniej 15 cm grubości, dlatego dopiero po pięcioletniej przerwie, można było zorganizować zawody w tej dyscyplinie w kołobrzeskim kole.Mimo trudnych warunków na drogach, na miejsce rozgrywania zawodów przyjechało około 25 wędkarzy, a do rywalizacji przystąpiło 16. Niestety, wielu członków Koła deklarujących wcześniej swój udział, zrezygnowało w ostatniej chwili z powodu obfitych opadów śniegu, które wystąpiły w powiecie kołobrzeskim w sobotni wieczór. Kilkugodzinna rywalizacja pozwoliła wyłonić tegorocznych zwycięzców. Mistrzem Koła w wędkarstwie podlodowym został Krzysztof Zdyb (480 pkt), drugie miejsce zajął Adam Janowski (200 pkt), a trzecie ex aequo Adam Bielski i Grzegorz Grajek, którzy zgromadzili po 70 punktów. Zwycięzcy odebrali z rąk kol. Krzysztofa Jasińskiego, prezesa Koła: puchary, dyplomy i talony na zakup sprzętu wędkarskiego. Puchar otrzymał również najmłodszy zawodnik, dwunastoletni Mateusz Jabłoński, który udziałem w niedzielnych zawodach rozpoczął swoją wędkarską przygodę. Zawodnicy, organizatorzy i obserwatorzy po ogrzaniu się przy ognisku zakończyli spotkanie wspólnym, kilometrowym spacerem do pobliskiej wioski, gdzie pozostawiono samochody. Atmosfera i pogoda, były znakomite.
Nasi korespondenci donoszą,że zarówno na górnej jak i dolnej Parsęcie panują ekstremalne warunki do połowu troci i łososi.Oblodzone brzegi ,kra przy brzegu i często płynąca po dwudniowym lekkim ociepleniu sprawiają ,żę spinningowanie jest prawie niemożliwe.W górnym biegu rzeki zdarzają się odcinki kilkunastometrowe ,gdzie rzut jest możliwy.Wędkarze ,którzy jednak wybrali nad wodę informują o ciekawym zjawisku w okolicach Ząbrowa .Parsęta płynie a pod lustrem wody na pół metrze mamy zamarznięte partie.Czasem lód stwarza idealne warunki do holu wyślizgiem tylko o brania ciężko... Śmiałkom życzymy powodzenia a pasującym spinningisto polecamy lód i morze ...ale o tym w korespondencji wieczornej.
Tegoroczna zima udowadnia, że mimo niewątpliwego globalnego ocieplenia, aura potrafi zaskoczyć nas, i przypomnieć, jak to dawniej bywało. Zalew Szczeciński od ponad miesiąca jest skuty lodem. Nie myślcie jednak, że jest bezpiecznie. Gruba pokrywa śnieżna na lodzie powoduje, że lód bardzo wolno, mimo prawie 20-sto stopniowych mrozów, przybiera na grubości. Są jednak rejony, gdzie lód pozwala łowić. To przede wszystkim Zatoka Skoszewska. Te dość płytki akwen regularnie pokrywa się najgrubszym na całym Zalewie lodem, jeśli tylko jest w ogóle lód. Początek tegorocznej zimy dał dobre wyniki w połowach okoni, tym, którzy właśnie na Skoszewo się wybrali. W cieplejsze dni łowiono ryby przekraczające kilogram. To jednak już historia. Długotrwałe silne mrozy i bardzo wysokie ciśnienie podziałało także na okonie. Przestały brać. Nie znaczy to jednak, że ich nie ma. Jak tylko przyjdzie odwilż, ruszą się znów. To alternatywa dla stęsknionych za łowieniem w ogóle, bo rzeki puszczą dopiero po kilku dniach cieplejszych. Jednak by bezpiecznie łowić na tak dużych akwenach, trzeba wiele rozwagi. Pierwszy problem, to nierówny lód. Poziom wody na Zalewie Szczecińskim ulega znacznym wahaniom, co skutkuje ruchami całych połaci lodu. Powstają pęknięcia pokryte ledwie centymetrem lodu czasami. Przy pokrywie śnieżnej takie miejsca niełatwo zauważyć. Dlatego nigdy nie idźcie na lód w pojedynkę. W grupie i idąc gęsiego, jest bezpieczniej. Warto, by każdy z uczestników wyprawy, prócz kombinezonu wypornościowego, miał przy sobie kilka metrów linki. Czasem takie wyposażenie może uratować życie kolegi, lub własne. Drugie zagrożenie to mgły. Dziś prawie każda komórka ma GPS. Zanim wejdziecie na lód, zaznaczcie swoją pozycję. W razie mgły oszczędzi to wielu nerwów.
A teraz do łowienia.
Tylko jeszcze jedna uwaga, chodząc po lodzie nie spieszmy się, by nie spocić się. Na takich odkrytych wielkich połaciach lodu prawie zawsze hula wiatr, który spoconego delikwenta może błyskawicznie zamienić w sopel lodu, a wędkarska przygodę zamienić w udrękę i zakończyć ciężkim przeziębieniem. Do kucia dziur warto zaopatrzyć się w pierzchnię, lub świder. To wielkie ułatwienie, w porównaniu z siekierą. Przynęty. Dziś na rynku jest tak wielki wybór dobrych przynęt, że trudno się zdecydować. Jest jednak kilka hitów. Doskonałe rezultaty dają Chubby Dartery SALMO. Te wertykale są uzbrojone w dobre kotwiczki, a praca odmienna od klasycznych przynęt bywa atrakcyjna dla nawet niechętnych do brań okoni, i nie tylko. Co prawda na Zalewie główną ryba jest okoń, ale trafiają się niespodzianki, jak sandacz(wolno go łowić), szczupak(także jeszcze bez ochrony na wodach morskich) oraz okazałe sieje. Z klasyków dobre rezultaty dają duże srebrne oblanki. Trochę to dziwi na tak płytkiej, do 3 m, wodzie, ale o tej porze pojawiają się duże ilości stynki, przysmaku dużych garbusów. Doskonałe rezultaty dają połowy na nimfy i puchowce- imitacje larw ważek, zwłaszcza w oliwkowo- seledynowych tonacjach. Udanych połowów.
Jak donoszą nasi korespondenci z Pomorza na Redze bardzo trudno spinningować, brzegi są oblodzone a rzeką płynie kra.Trocie mało aktywne.Ale członkowie Towarzystwa Miłośników Rzeki Regi mają pełne ręce roboty z przyduchami na jeziorach w okolicy Łobza i Reska.Dzięki pomocy strażaków natlenili kilka jezior a z kilku innych przerzucili setki kilogramów ryb do akwenów bardziej natlenionych.Warto przejżyć stan jezior czy stawów w kolicy każdego z nas i pójść przykładem kolegów z Łobza.
Na zakończonych dzisiaj Mistrzostwach Polski Telekomunikacji rozgrywanych na Kalwie Wielkiej pod Pasymiem indywidualnie zwyciężył Miroslaw Długokiński,drugi był Andrzej Jacejko -obaj Białystok,a trzeci Damian Wolny z Katowic .Drużynowo zwyciężyła drużyna Telekomunikacji z Bialegostoku,przed Katowicami i Szczecinem.Ryby były mało aktywne zaś walka pod lodem i nad lodem z temperaturą.Dużo zaparcia wykazała żeńska drużyna z Warszawy zajmując 5 miejsce.GRATULACJE DLA WSZYSTKICH STARTUJĄCYCH.W poniedziałek reportaż zdjęciowy na wedkomanii.
Niemal pięćdziesięciu wędkarzy wystartowało w Mistrzostwach Polski Telekomunikacji na Kalwie Dużej pod Pasymiem.Przy 17 -stopniowym mrozie ryby nie brały a przeręble zamarzały.Trzeba było się mocno natrudzić żeby złowić 300 gram ryb. Przeważały drobne płocie i małe okonie. Po pierwszym dniu prowadzi zespół z Białegostoku, w którym łowi nasz korespondent - trzymamy kciuki. Jutrzejsze zawody zostały skrócone do 2 godzin, gdyz dzisiaj nie wszyscy wytrzymywali mróz. Należy pogratulować sześciu kobietom, które dzielnie walczyły z mało aktywną rybą i niską temperaturą.
Wysokie ciśnienie, zdaniem znawców sprawy,jest powodem małej aktywności okoni na Simianówce.Po dobrym początku sezonu podlodowego póżniej przyszły gorsze tygodnie- a to cienki lód, a to problem z dojazdem na łowisko bo zasypało drogi..Teraz lód jest gruby i należy czekać na zmianę ciśnienia.Tymczasem w najbliższy weekend odbędą się Podlodowe Mistrzostwa Polski Telekomunikacji na jeziorze Kalwa Wielka pod Pasymiem. Relacje z nich zamieścimy w dniu jutrzejszym.
Otrzymaliśmy dużo listów z gratulacjami dla dwóch młodych wędkarzy, którzy zajęli pierwsze miejsca na Inie. Zdobywcy drugiego miejsca - Michałowi a szczególnie jego Tacie należą się przeprosiny, gdyż w artykule Artura Furdyny wkradł się błąd. Nie napisał o tym, że wędkarstwa uczył Michała jego ojciec. Jak widać nauczył bardzo dobrze. Jeszcze raz gratulujemy łowcy i jego Tacie
Kiedy dopinaliśmy organizacyjnie naszą imprezę, zastanawialiśmy się poważnie, ile miejsc nagrodzimy…by nam nagród nie zabrakło… Po rewelacyjnym otwarciu sezonu i dobrych wynikach, jeszcze kilka dni przed imprezą, były to całkiem uprawnione niepokoje o zasypanie stołu na trofea mnóstwem ryb, ale…cóż troć, jak cała Natura, nie jest przewidywalna. Pogoda, na przekór prognozom, stawała się z dnia na dzień coraz bardziej mroźna i tuż przed imprezą bardziej zaczęliśmy się bać, czy da się w ogóle łowić, a także, czy znajdzie się choć garstka chętnych na nasze zawody? Tu podwójnie miłe zaskoczenie. Trociarze to najtwardszy chyba, obok łowców głowacic, odłam wędkarzy. Kiedy sezon ruszy, tylko na kość zamarznięta rzeka może ich powstrzymać od wyjścia na ryby, więc licznie, ponad dziewięćdziesięcioosobową grupą stawili się na zbiórce. Myli się, kto myśli, że tylko miejscowi. Koledzy zjechali z całej Polski…”Głowatka” Kraków, Mysłowice, „Miłośnicy Kwisy i Bobru” z Kamiennej Góry i Bolesławca, Wrocław, Oława, Warszawa, Gdańsk, Bytów oraz niezmiennie od początku, koledzy ze wszystkich zachodniopomorskich Towarzystw Miłośników, Przyjaciół Rzek. TMRWIG, TMP oraz TMRR. Tylko Ci, którym zdrowie nie pozwoliło, odpuścili, choć co godzinę dzwonili z pytaniami, wystawiając nasze nerwy na próbę, gdyż my całą sobotę i prawie całą niedzielę czekaliśmy na telefon ze zgłoszeniem ryby….Ale te pytania od kolegów też były miłe, bo widać, że duchem byli z nami. Mrozy nie dały rady skuć rzeki, choć znacznie powstrzymały zasilenie w wodę i poziom rzeki spadł o około pół metra w stosunku do otwarcia sezonu. To jedna z podstawowych przyczyn słabych brań. Ryby z daleka widziały wędkarzy i nie miały zamiaru dać się łatwo oszukać. Poza tym bardzo niska woda nigdy na Inie nie dawała ryb. Ta dość płytka rzeka, pozornie łatwa, potrafi skutecznie skryć przed łowcami swe skarby, co znów udowodniła na tych zawodach. Zawodnicy, którzy wybrali najrybniejszy dotąd, dolny odcinek, zeszli z dwudniówki o kiju, mimo, że wędkarz niebiorący udziału w naszej imprezie, łowiąc między uczestnikami, wyjął rybę pierwszego dnia. Tak to już bywa na trociach, że stu obłowi miejscówkę, a sto pierwszy łowi rybę. To z kolei dobra nauczka dla tych, którym żal paru złotych na wpisowe….wygrali by znacznie więcej. Pierwszego dnia kilku kolegów miało ryby na kiju, ale….być może przez emocję, być może przez zwykły brak wędkarskiego fartu do końca, nie udało się im ryby podebrać. Dopiero koło południa zadzwonił telefon długo wyczekiwana informacją „jest ryba”. Do tego dość ładna, wstępne mierzenie pokazało 75 cm i pewnie tyle miała, tylko stężenie pośmiertne i mróz odjęły jej centymetr. Łowca, małolat, ale już punktował w zeszłorocznej edycji na „Reskiej Troci” pięknym srebrniakiem, nie pojawił się znikąd. Marek Szymański już od kołyski wkładał Szymkowi w dłonie wędki i przynęty zamiast grzechotek..efekty już są i strach myśleć, co ten chłopak pokaże w przyszłości. Ale nowe pokolenie łowiące piękne ryby, to największa radość dla nas, bo daje pewność następców, którzy dalej będą walczyć o nasze rzeki. Tu nie ma mowy o przypadku. Podobnie zdobywca drugiego miejsca, mimo, ze stażem wędkarskim bardzo młody, młodszy od Szymka, jeszcze zanim został wędkarzem, troszczył się o pobliską pstrągową rzekę. Szczególne podziękowania trzeba skierować do rodziców Michała, bowiem Żadne z nich nie wędkuje, a mimo to wychowali syna na wędkarza. Ci dwaj młodzi ludzie obronili nam imprezę, czapki z głów Panowie...
Zawody „Troć Iny” zakończone. Złowiono dwie ryby. Dwudniowa rywalizacja wyłoniła zwycięzcę, zawody wygrał nastolatek Szymon Szymański. Gratulujemy Szymonowi oraz jego Tacie Markowi.
Szymon Szymański ratuje „Troć Iny” łowiąc samicę troci o długości 75 cm. Po raz kolejny syn Marka Szymańskiego redaktora naczelnego Wędkarskiego Świata pokazuje kunszt wędkarski. Zawody kończą się o 14.
W drugim dniu zawodów TROĆ INY 2010 do jedenastej nie złowiono żadnej ryby .Prawdopodobnie pasywność troci wynika z bardzo wysokiego ciśnienia jakie było wczoraj.Dzisiaj spada temeratura -7 stopni C.CHUMORY DZIEWIĘDZIESIĄTCE STARTUJĄCYM DOPISUJĄ.
Troć Iny w pierwszym dniu bez ryby. Ponad 90-ciu zawodników zeszło o kiju ...były hole ale nieudane. Kilku wędkarzy, którzy łowili poza zawodami na Inie złowiło trocie... taki to wędkarski fart. Za to udana była aukcja, o której szczegółowo napiszą organizatorzy. Zobaczymy jak będzie jutro.
Ruszyły zawody otwierające cykle imprez „Turniej Czterech Rzek o Puchar Żubra”. Wystartowało koło 90 zawodników. Warunki atmosferyczne są dosyć dobre. Temperatura wynosi około – 3 stopni. Będziemy informować czytelników na bieżąco o wydarzeniach na zawodach.
Mroźna zima powróciła nad królową pomorskich rzek
| News
Kilka dni w miarę ustabilizowanej pogody z temperaturą około 0ºC mamy za sobą. Od dzisiejszej nocy w rejonie Kołobrzegu panują arktyczne warunki. Termometry wskazywały rano -10ºC, mimo to nakręcony wcześniejszymi doniesieniami znad rzeki, wygospodarowałem dwie godzinki i pojechałem około 9 rano na mały rekonesans nad moją ukochaną Parsętę.
Dzisiejszy spacer nad rzeką to uczta dla oczu, przeplatana bólem kończyn z powodu zimna. W takich warunkach nie dało się łowić, więc po krótkiej sesji fotograficznej zawróciłem do samochodu. Na swej trasie natknąłem się na kilka tropów pozostawionych przez zwierzęta, ale była też ścieżka wydeptana w śniegu, wzdłuż brzegu, przez innego miłośnika styczniowego spinningowania. Ślady wskazywały jedynie na krótkie sprawdzenie paru miejscówek. Wpatrując się przed siebie z nadzieją, że uda mi się jeszcze coś wytropić, dostrzegłem na zamarzniętym brzegu rzeki, pokrytym cienką warstwą śniegu białą kulę. Podszedłem bliżej i stwierdziłem, że to łabędź nie dający oznak życia. Nic nie dały okrzyki, tupanie i wymachiwanie rękami, ptak cały czas pozostawał w bezruchu. Poskutkowało dopiero delikatne dotknięcie go wędziskiem, po którym zaczął podnosić głowę tak jakby budził się z letargu. Zanim wstał, byłem pewien, że płetwy przymarzły mu do lodu, jednak po chwili okazało się że wszystko jest OK i wielki, piękny ptak odpłynął.
Cały czas zastanawiam się, czy postąpiłem słusznie, czy nie powinienem zostawić go w spokoju?
Mam nadzieję, że on i wiele innych ptaków wygra walkę z silnym mrozem, który jeszcze przez kilka dni ma dawać się we znaki nam wszystkim.
Dzisiaj nad Iną panowały dobre warunki do wędkowania.Temperatura powietrza około 0 stopni .woda stosunkowo niska ,ale już nie opada i miejmy nadzieję,że się do sobotnio niedzielnych zawodów podniesie.Złowiono dzisiaj kilka troci, ale członkowie TPRIIG byli skupieni,tak zresztą jak przez kilka ostatnich dni na poszukiwaniu kolegi Sebastiana Bertołda, ktory zaginął 9.stycznia w Goleniowie... niestety poszukiwania nic nie dały.
Wczoraj nad Parsętą, jak zwykle w tym sezonie ryby atakowały przynęty spinningistów i kilka zostało wyjętych z wody. Kilku kolegów łowiło z powodzeniem w okolicy łąk daszewskich. Największą rybę, o której wiadomo, złowiono jednak w okolicy wsi Bardy. Szczęśliwiec, po zwycięskiej walce mógł na brzegu podziwiać piękną, 104 centymetrową samicę łososia. Ta sztuka nie udała się innemu wędkarzowi, łowiącemu na kołobrzeskim odcinku Parsęty. Duża ryba zdołała wyprostować kotwiczkę i odpłynąć. Informacje publikowane dzisiaj, otrzymaliśmy od kol. Krzysztofa Wyrwisza, prowadzącego sklep wędkarski przy ulicy Portowej w Kołobrzegu. Tam można kupić licencje, najłowniejsze przynęty i co najistotniejsze - uzyskać aktualne wiadomości. p.s. Do tekstu dołączamy kilka zdjęć wykonanych dzisiaj około godziny 12. Widać na nich ujście Parsęty do morza. Śladowe ilości lodu są tylko w zacienionych portowych basenach i niewielkich zatoczkach. Wiesław Skolmowski
Zamiast porannej relacji z Iny na prośbę kolegów z TPRIIG zamieszczamy istotny komunikat.
Koleżanki i Koledzy!
9 stycznia wyszedł z domu i do dziś nie powrócił nasz młody kolega, członek TPRIIG, Sebastian Bartołd z Goleniowa. Zamieszkały na ulicy Szczecińskiej 20/9. MA 18 lat, 185 cm wzrostu, włosy ciemne średniej długości. Ubrany był w spodnie jeans, bluzę z kapturem i ciemną kurtkę. Ostatnio widziano go około godziny 24 koło lokalu "Rampa" w Goleniowie, skąd udał się, najprawdopodobniej przez kładkę nad Iną, do domu. Jeśli ktokolwiek ma jakiejś informacje na jego temat, gdzie jest, prosimy o pilne przekazanie...
Prawdopodobnie ocieplenie /około 0/ spowodowało, że trocie dzisiaj są aktywne na INIE. Na całym odcinku trociowym łowione są ryby. Jeden z kolegów pod Stargardem w ciągu kilkunastu minut wyholował dwie trocie. Obszerniejsza relacja wieczorem.
Dzisiaj rozgrywane są zawody na Parsęcie Miejskiego Kola PZW w Kołobrzegu.To jedno z największych kół PZW na Pomorzu liczy 657 członków traktuje te zawody jako otwarcie sezonu. Relacja z nich na wędkomanii około 17.
Widzę jak sunie za przynętą, jak rozwiera pysk… Robi mi się gorąco! Raptem, gwałtowny zwrot! Lej na wodzie. I troć niknie mi z oczu. Musiała mnie dostrzec. Serce wali mi w piersi niczym młot pneumatyczny! Na kładce, wśród obserwujących moje poczynania kilku wędkarzy, niemałe poruszenie. Po chwili jeden z nich nie wytrzymuje, bierze spinning, przechodzi na drugą stronę rzeki i obławia „moją” miejscówkę zielonym woblerem. Nic nie mówię, ale bardzo nie podoba mi się jego zachowanie. Rzucamy, zatem na przemian. Po kilku rzutach tym samym woblerem próbuję skusić troć innymi przynętami. Bez efektu. Tamtemu, po drugiej stronie rzeki też się nie wiedzie. Zaczynam tracić nadzieję, że uda się jeszcze troć sprowokować do brania. W końcu ponownie zawieszam na agrafce ten sam wobler, który wcześniej wzbudził zainteresowanie ryby. Drugie poprowadzenie i zaraz puknięcie, pośrodku rzeki, w zawirowaniach nurtowych. Po chwili łagodne przytrzymanie. Zacinam, chociaż nie mam całkowitej pewności czy to branie. Siedzi! Euforia szczęścia! Czuję jak miękną mi nogi. Targnięcie! Jedno, drugie… Łomot serca w piersi. Niepokój. Martwię się mocno sfatygowaną na roboczym odcinku żyłką, zawadami zalegającymi miejscami dno rzeki i tym, czy troć jest dobrze zapięta. Dla pewności, gdy ryba uspokaja się nieco, jeszcze raz ją docinam. W odpowiedzi silne zawirowanie na powierzchni wody. Troć „młynkuje” i schodzi z nurtem. Natychmiast luzuję docisk hamulca w kołowrotku. Wybiera pięć, może sześć metrów żyłki. Znowu robi mi się gorąco, gdyż sunie wprost na osiadłe na palach kładki zwałowisko gałęzi! Jeżeli jej nie zatrzymam… Nie chcę nawet o tym myśleć! Podkręcam docisk hamulca w kołowrotku, bardzo obawiam się żyłki mocno poprzecieranej od tarcia na oblodzonych przelotkach wędziska. Ale kiedy troć jest już tuż, tuż, osiadłych na palach kładki gałęzi nie mam wyboru, jeszcze mocniej dociskam szpulę kołowrotka, ale już kciukiem ręki, z wyczuciem. Udało się. Ależ ulga! Troć zatrzymuje się, targa łbem, szarpie szczytówką wędziska i w końcu rusza pod brzeg i przystaje przy krawędzi lodu. Kiedy próbuję podciągnąć ją do siebie przeżywam następne chwile grozy, ponieważ ryba usiłuje wpłynąć pod lód. Z trudem udaje mi się wyprowadzić ją w nurt. Tam trochę „muruje” do dna. Szybko jednak słabnie i po chwili podprowadzam ją pod krawędź lodu w pobliżu miejsca w którym stoję. Usiłuję wyciągnąć ją wślizgiem na jego powierzchnię. Teraz przeżywam prawdziwy dramat, ta i dwie kolejne próby nie powiodły się. Wyczuwam, że żyłka może tego nie wytrzymać. To mnie przeraża. Obawiam się utraty prawie już pewnej zdobyczy i jednocześnie ośmieszenia się przed obserwującymi mnie wędkarzami. Podejść bliżej i podebrać rybę ręką, to zupełne szaleństwo. Mam wprawdzie gaf, ale manewrowanie wędziskiem i jednocześnie podbieranie ryby hakiem wydaje mi się zbyt ryzykowne. Chwila nieuwagi, nieopatrzny ruch i troć może odzyskać wolność, a lód załamać się. Jan jak na złość polazł jeszcze gdzieś w dół rzeki, poniżej kładki. Cholera, tylu gapiów, nikt jednak nie pomyśli aby pośpieszyć z pomocą! W akcie desperacji krzyczę żeby ktoś wreście ruszył tyłek i pomógł mi podebrać rybę. Poskutkowało, wreście ktoś podchodzi, sprawnie podbiera troć długim teleskopowym hakiem. Półprzytomny ze szczęścia i emocji, na miękkich jak z waty nogach, podchodzę do ryby. Przez chwilę trudno mi oderwać od niej wzrok, zaraz jednak reflektuje się i dziękuję nieznajomemu wędkarzowi za pomoc. Niebawem wszyscy już oglądają troć. Gratulują mi. Jest też Jan, również mi gratuluje i zaraz robi pamiątkową fotkę.
Tekst i fot. Andrzej Konowrocki
Opowiadanie zostało opublikowane za zgodą Marka Zielińskiego, Redaktora Naczelnego Gazety Kołobrzeskiej.
Nadesłano kilkanaście zdjęć, które będziemy w trakcie sezonu pokazywać. Zwycięzcami konkursu ex aequo zostali Waldemar Ganiszewski Kołobrzeg, Wiesław Skólmowski Kołobrzeg, Artur Furdyna Stepnica.
Dzisiaj tuż przed południem odebrałem telefon, dzięki któremu dowiedziałem się o złowieniu kolejnej ładnej ryby. Obfitość dużych ryb, łowionych w tym sezonie spowodowała u mnie lekkie zobojętnienie na takie informacje, z tej jednak wynikało, że ryba ma uszkodzoną płetwę tłuszczową. Była wcześniej, prawdopodobnie przypadkowo, zahaczona przez innego trociarza, a przecież przed dwoma dniami, po Mistrzostwach Okręgu w Bardach kilku wędkarzy opowiadało o holu dużej ryby, która ostatecznie przerwała w trakcie walki płetwę i odpłynęła. W jednej chwili zestawiłem ze sobą oba fakty i ogromnie ciekawy widoku złowionej samicy łososia pojechałem we wskazane przez kolegę miejsce. Dzisiejszym szczęściarzem okazał się kol. Krzysiu Zdyb, członek Koła Miejskiego PZW w Kołobrzegu o którym pisałem w pierwszy dzień tegorocznego sezonu. To jeden z niewielu znanych mi trociarzy, który wypuszcza większość złowionych keltów. Tym razem długa walka i rany na ciele ryby były powodem podjęcia innej decyzji. Jeszcze w trakcie robienia zdjęć, ryba była w centrum mojej uwagi, jednak w miarę upływu czasu dotarło do mnie, że to jej łowca jest najważniejszy, a dokładnie jego postawa, jego szacunek dla złowionej samicy i tych ryb, które wciąż pływają w Parsęcie. Dzisiaj, po krótkiej sesji zdjęciowej usłyszałem z ust kolegi, cyt.: ”chodźmy stąd, bo znowu coś weźmie”. Chwilę potem odjechaliśmy, każdy w swoją stronę. Jadąc, odświeżałem w pamięci skrajnie odmienną postawę pseudowędkarza, którego kiedyś obserwowałem łowiącego smolty i biegającego z każdym złowionym do bagażnika, zaparkowanego w pobliżu rzeki samochodu i myślałem jak niewiele trzeba by nasze rzeki były pełne tak pięknych ryb jak dzisiejsza. Wierzę w to, że się uda, tym bardziej, że do głosu wreszcie dochodzą tacy wędkarze jak Krzysiek. Wodom Cześć Wiesiek Skólmowski
Za nami pierwszy trociowy weekend sezonu 2010. Kalendarz i pogoda nam w tym roku sprzyjały, więc większość kolegów łowiła przez pierwsze trzy dni roku. Wyniki przekroczyły najśmielsze oczekiwania jeśli chodzi o Inę. Ze wstępnych obliczeń wychodzi, że złowiono na naszej rzece ponad setkę ryb. Niektórzy stali bywalcy trochę się przerazili ilością gości nad wodą, ale w końcu po to chronimy tarlaki, by przede wszystkim zwiększyć udział dzikich ryb w ogólnej liczbie wchodzących na tarło, a jednym z dodatkowych skutków rybności jest fakt, że rzeka staje się popularna. Kiedyś dojdziemy, mam nadzieję, do sytuacji, że na wszystkich pomorskich rzekach otwarcia będą zbliżone do rzek skandynawskich. Być może dojdzie do limitowania ilości łowiących, jak również do wypuszczania większości łowionych keltów. Na razie, dzięki coraz lepszej współpracy Towarzystw z gospodarzami wód, pogłowie ryb wzrasta. Póki co, nadal problemem numer jeden jest zatrważający poziom kłusownictwa, który na większości łowisk jest główną przyczyną słabych wyników. To zadanie dla wszystkich świadomych wędkarzy. Wędkarskie media szykują wspólne z Towarzystwami ogólnopolską kampanię w sprawie zwalczania tego procederu. Myślę, że z każdym sezonem powinno być coraz lepiej. Wróćmy do samych połowów. Jak co roku przynętami na początku najchętniej zagryzanymi przez ryby były strażaki. Zarówno woblery, jak i gumy, choć z tych ostatnich często ryby się spinały. Wśród woblerów zdecydowany prym wiodły w pierwszych dniach produkty Salmo, zwłaszcza „Frisky” oraz „Feroxy” JAXONA, choć i na inne strażaki ryby brały. Dużo ryb dało się oszukać na wahacze, zwłaszcza „Karlinki” Stefana Przychoćki. Wahacze dawały generalnie większe ryby, a także kilka srebrniaków. Pogoda jest wymarzona do łowienia. Niezbyt silny mróz nie spowodował zalodzenia ani kry, choć trzeba uważać, bo na zmrożonych brzegach leży kilka centymetrów śniegu i o kąpiel nietrudno. Jeśli chodzi o rejony połowów, to trudno wskazać jakiś najlepszy odcinek. Ryby łowiono od Stargardu Szczecińskiego do Goleniowa z równym skutkiem. W nadchodzącym dniach prognozy są zachęcające, lekki mróz przechodzący stopniowo w odwilż z północnymi wiatrami daje szanse tak na kelta, jak i zimowego srebrniaka. Warto próbować. Artur Furdyna
W niedziele rankiem nad Iną było -11 stopni, ale warunki do łowienia były dobre. A, że ryby brały to i humory dopisywały. W śród kilkunastu ryb w porannej sesji było kilka większych niż 2 stycznia, to znaczy 80cm i 70cm. Prezes Artur Furdyna jak dotąd zaliczył tylko czterdziestaka potoka, ale w zasadzie nie może łowić bo non stop odbiera telefony z meldunkami i gratulacjami. CDN wieczorem.