

|

Lipień w środku zimy
Luty, gorączka pierwszych dni sezonu łososiowo-trociowego już minęła. Znaczna część agresywnych i nie ostrożnych ryb, tych gatunków zwłaszcza w dolnych partiach rzek została już wyłowiona w styczniu. Część wytarlonych keltów zdążyła już spłynąć do morza. Jedynie z górnych biegów dłuższych rzek i ich dopływów, kelty stopniowo spływają do morza. Można się jeszcze tam do nich dobrać, a przy okazji złowić wspaniałą rybę której poświęcam ten artykuł. Chodzi o lipienia. Lipień przed zbliżającym się wczesno wiosennym tarłem żeruje jeszcze bardzo intensywnie. Ryba ta już jesienią jest w doskonałej kondycji i ma przepiękne ubarwienie. Wspaniały nasz skoczek wodny, ozdobiony wielką kolorową płetwą grzbietową, zwaną przez wędkarzy chorągwią, wart jest także zimowych wypraw. Jestem przekonany że w tym czasie mamy również pełne szanse połowu tej pięknej ryby, zarówno na spinning jak i sztuczną muchę. Szczególnie w całym pasie Polski północnej gdzie mamy wiele rzek obfitujących w grube lipienie i gdzie zimy są zwykle łagodniejsze w odróżnieniu od pozostałej reszty kraju. Dla mnie złowienie dużego, walecznego “zimowego” lipienia jest większą frajdą od złowienia nawet większego ale wychudłego kelta troci. “Jak, gdzie i na co łowię?” Pewnie wyda się Wam dziwne że wybierając się na zimowy połów lipieni zabieram ze sobą dwie różne wędki. Pierwsza służy mi jako sprzęt główny do łowienia ryb metodą spinningową. Druga to zapasowa lekka muchówka, zwykle składana z sześciu części, długości całkowitej 255 cm. Złożona w pokrowcu ma zaledwie 47 cm długości i z powodzeniem mieści się w plecaku albo nawet w torbie wędkarskiej. Używam jej wówczas gdy metoda spinningowa nie przynosi wyników. Do połowu lipieni w zimie, w małych rzekach pomorskich, z uwagi na możliwość złowienia również troci stosuję lekkie, ale zarazem solidne wędzisko Robinson Titanium Trout, długości 240 cm, c/w 6-18 g. Średni kołowrotek o stałej szpuli i żyłką grubości 0,22-0,25 mm. Na przynętę stosuję małe błystki wahadłowe, lekko wydłużone karlinki długości 4 cm w kolorach naturalnego brązu, bądź dwukolorowe, złoty albo srebrny mat z brązem, produkowane dawniej przez firmę Stamar. Rzadziej stosuję błystki obrotowe, skuteczne w cieplejszych porach roku, Celta 1-2 oraz Mepps tej samej numeracji. Niekiedy nawet małe woblerki i twistery na główkach jigowych. Takim zestawem z powodzeniem można wyholować nawet spore kelty troci. Naturalnie w dolnych i średnich biegach rzek pomorskich, gdzie łowi się łososie oraz srebrne trocie stosuję odpowiednio mocniejszy sprzęt i większe przynęty. W małych rzekach rozpoczynam łowienie spinningiem. Lipieni szukam w ich domniemanych zimowiskach. To jest w głębszych partiach wody o niezbyt silnym nurcie. Grube lipienie przebywają wówczas w głębszych rynnach, zakolach rzecznych, a nawet w prostrzych odcinkach głębokiej wody gdzie brzegi porośnięte są szczelnie krzakami. W tych ostatnich nawet wytrawni muszkarze nie mają możliwości ulokowania tu, swojej zabójczej ciężkiej nimfy, spinningista natomiast zawsze znajdzie jakąś lukę w zaroślach i potrafi zarzucić swoją cięższą przynętę w miejsca przebywania ostrożnych ryb. Miejsca wymienione wyżej, pokrywają się również ze stanowiskami odpoczywających po tarle keltów troci. Przed laty to właśnie zamiar łowienia troci w małych rzekach spowodował moje odkrycie- łowienie lipieni na wahadłówki. Dawniej można było łowić trocie od 1 lutego, wówczas presja wędkarska na główne rzeki pomorskie, na początku sezonu, była chyba nie mniejsza niż dziś. Czasem nie chcąc łowić w tłoku, wybierałem się na mniejsze rzeki. Takie jak Mołstowa, Górna Wieprza, Grabowa, Pokrzywnica, Radew, Chotla, Reda i inne. Charakter tych rzek; mniejsza szerokość i głębokość nakazywał stosowanie do połowu troci mniejszych błystek. I to był strzał w dziesiątkę! Wyobraście sobie jaka była moja radość, gdy za którymś razem, zamiast słabo walczącego kelta na mej błystce “siedział” kapitalny lipień. Po długim pasjonującym holu i lądowania go podbierakiem, można było wreszcie położyć go na śniegu i podziwiać wspaniałe kształty i ubarwienie ryby. Od tej pory przez wiele lat wybierałem się na połowy lipieni w zimie próbując łowić również na większych rzekach na odcinkach gdzie nie zawsze docierały tam trocie wędrowne. Najczęściej były to Brda i Wda. Taktyka połowu lipieni na spinning jest prosta. W dużych rzekach takich jak Brda, Drawa czy Wda wykonuję długie rzuty pod przeciwny brzeg i prowadzę błystkę bardzo wolno szerokim łukiem w dolnych partiach wody. W wąskich rzekach o zakrzaczonych brzegach zarzucam błystkę w dół rzeki i prowadzę ją wolno pod prąd, starając się by nie wpadła ona w ruch obrotowy. Gdy przez kilka pierwszych godzin łowów lipienie zupełnie ignorują moje przynęty spinningowe, rozmontowuję spinning i sięgam wówczas po moją muchówkę. Łowię na mokrą muchę. Najskuteczniejsze na wodach pomorskich w tej porze roku będą nimfy imitujące duże kiełże o zabarwieniu pomarańczowym lub podobne mniejsze nimfy złotogłówki. Mój przyjaciel, jeden z najlepszych wędkarzy z Gdyni, Mirosław Burzyński pogromca wielkich “kardynałów” z Łeby i Redy łowi niekiedy nawet na zmodyfikowane pomarańczowe kiełże wiązane na hakach długości 2,5 cm. Kto potrafi w miejscach wyżej wymienionych poprowadzić odpowiednio swoją przynętę spinningową albo rzucić precyzyjnie swoją mokrą muchę, może doznać radości łowienia lipieni także zimą. Czego życzy wszystkim czytelnikom
Marian Paruzel
|
R E K L A M A
|
|