Targi wędkarskie są bardzo ciekawą imprezą nie tylko dla handlowców, ale również dla nas najzwyczajniejszych wędkarzy. I nie chodzi mi o to, aby być tam i pomacać nowe cacuszka, choć przecież zasługują na to w pełni. Rzecz ma się w nowościach, które od razu znajdują chętnych do posługiwania się nimi na łowiskach. I tak się stało w przypadku tych targów.
Spore zainteresowanie nową techniką spinningowania jerkami wreszcie zmobilizowało producentów do zaopatrzenia rynku rozmaitymi kijkami. Ja moimi trzema władam już czwarty rok i szukając coś specjalnego, czyli jerkowego kijka do nie-jerkowania zwróciłem uwagę właśnie na coraz większą ofertę wspomnianych kijaszków, zwłaszcza firmy Jaxon. I przyznam, że się ucieszyłem, bo wreszcie mam z czego wybrać w rozsądnych pieniądzach. Ale do rzeczy, bo nie o tym chciałem napisać.
Krótki kijek i bolenie
1 maja zacznę trzeci sezon łowienia boleni w dość nietypowy sposób, bo z użyciem jerkowego kija, zaś przynęta spławiana jest po dnie rzeki – co nazywam turlaniem. Jest to na tyle wydajna technika, że gdy bolenie odpływają na najgłębszy nurt, tym samym stając się niedostępne dla zwykłego spinningu, w ruch idzie kij jerkowy i turlająca się guma. Efekt – łowię bolenie.
Ja wiem, że w Polsce wędkarze bardzo lubią kije długie, najlepiej na 300 cm. Aż tu nagle piszę Wam o kijku 185 cm, w dodatku na rzekę, do łowienia z brzegu. Zapewniam Was, że tak da się wędkować, toto łowi ryby, a ramię wcale nie jest zmęczone. Czego nie mogę powiedzieć o długim spinningu.
Mało wysiłku, duże efekty
Czy mam rację, możecie przeanalizować już teraz, czytając ten artykuł. Wyobraźcie sobie, że stoicie na brzegu łowiska boleni mając w ręku sztywny kij spinningowy o długości do 200 cm. Przygotujcie się do wyrzutu przynęty – guma z główką o wadze do 30 gramów, a więc unosicie kij, dajecie duży zwis i płynnym ruchem z silnym przyspieszeniem sprawnie wysyłacie gumę nawet na środek Wisły (w wielu jej miejscach nawet bliżej drugiego brzegu, często łowię również w Dunajcu). Skąd taka sprawność? Bo krótki kij plus duży ciężar przynęty i zwis = daleki wyrzut. Znacie przecież te zależności ze spinningowej praktyki. A kijek jerkowy właśnie pozwala oszczędzić wiele energii wkładanej również przy wyrzucie. Gdy guma wpadnie do nurtu, niemal natychmiast siada na dnie. Ale to nie koniec jej zadania – zaczyna się turlać po dnie popychana nurtem, który również napiera na linkę. Czy guma będzie przemieszczać się płynnie czy skokami, zależy w dużej mierze od jej kształtu, waszej aktywności i oczywiście konfiguracji dna. Branie bolenia to mocne przytrzymanie lub nagłe porwanie. Przytrzymanie należy sparować zacięciem, porwanie kwituję mocnym przytrzymaniem – boleń jest mój, bo dobry hak łatwo wnika w paszczę bolenia (w czym pomaga plecionka i twardy kij).
Co i jak
Bywają takie tygodnie w życiu boleni z dużej rzeki, że przepadają w głównym nurcie. Dla przeciętnej przynęty są wtedy nieosiągalne. W takie dni montuję nie-jerkowy zestaw na jerkowym kiju. W ofercie Jaxona znajdziecie wiele przydatnych kijaszków (warto sprawdzić również typowe spinningowe, ale najkrótsze o c.w. do 40 g), spośród których wybierzcie ten, który leży Wam w ręce: Digital Spinning 2,40m, c.w. 10-40 g; Digital Jerk Spin 1,95 m, c.w. 40-90 g; Crystalis Jerk Spin 1,95 m, c.w. 20-60 g; Crystalis Jerk Spin 2,10 m, c.w. 20-60 g; Crystalis Spinning 2,40 m, c.w. 10-40 g; Perseus Spin Cast 198 cm, c.w. do 35 g; Casting Orion Jork 1,95 m, c.w. 20-80 g; Orion Jork 2,10 m, c.w. 20-60 g. Do tego załóżcie plecionkę, ponieważ dzięki niej lepiej prowadzi się zestaw, a zerowa rozciągliwość pozwala na błyskawiczną reakcję, np. przy zacięciu. Bolenie dzielnie walczą, ale rzadko robią wyskoki, więc hol dla wprawnego wędkarza nie jest trudny. Hamulec kołowrotka należy obowiązkowo dobrze wyregulować, aby nie zerwać ryby. Na przynęty można użyć twistery lub rippery, raczej krępe, niekoniecznie długie, po prostu dobrze się turlające. Na moich łowiskach najlepiej sprawdzała się długość 8 cm, kolory: biały, perłowy, niebieskawy z kryształowym brokatem, białe z czerwonym akcentem. Nadziewam je na główki jigowe Jaxona z serii New Precision z haczykami Owner – haczyk w tej serii ma nieco zmniejszone kolanko, dzięki czemu przynęta łapie obły kształt i dobrze się turla, nie tracąc nic ze skuteczności zacięcia. Na mocnym kołowrotku mam plecionkę (niemiecką) Jaxon Hexan jasną – zakładam ją po południu lub o świcie, szarą natomiast w samo południe przy świecącym słońcu. Dwa razy korzystałem również z plecionki Extreme Strong 0,12 mm – również sprawdziła się (korzystałem wtedy z pożyczonego kołowrotka, bo mój rozbiłem o kamień podczas upadku). Można także korzystać tylko z żyłki – mój kolega tak łowi i również ma efekty.
Mimo że plecionka dobrze znosi skręcanie, chronię ją przez specjalny systemik: potrójny rolling zapinam do agrafki i tę do główki jigowej.
Rolling to są 3 złączone ze sobą krętliki, które stosuje się jako dodatkowy element zestawu, aby chronić linkę przed nadmiernym skręcaniem. Niektóre firmy produkują rollingi o wytrzymałości 1, 2, 4, a nawet 8 kg.
Tak złożony zestaw rzucam nieco wyżej stanowiska daleko w nurt, po opadnięciu na dno wybieram luz i na naprężonej plecionce wprawiam gumę w turlanie, lekko z wyczuciem podrywając ją ciut ponad dno, tylko tyle, aby porwał ją nurt. Wciąż wybieram luz.
Na łowisko typuję odcinek głównego nurtu, który płynie nieco wolniej i wiem, że są w nim bolenie. Głębokość nurtu nie ma znaczenia, kiedyś łowiłem na głębokości 7 metrów i nie odczułem dyskomfortu. Krótki kijek nie ma tu nic do rzeczy.
Zachęcam do spróbowania tego sposobu. Ostatecznie, gdy nie przypadnie Wam do gustu, kijek przyda się do łowienia z łódki (koguty i sandacze) lub do nauki jerkowania. Szczupaki walą w takie woblery aż miło, więc niczym nie ryzykujecie. Do boleniowych łowów pozostało jeszcze kilka tygodni, w sam raz, aby przygotować potrzebny sprzęt.
WP