

|

Feederowe płocie
Płocie można łowić różnymi sposobami, które mieszczą się w metodach, technikach i jeszcze nienazwanych kombinacjach. Myślę, że zasługą takich możliwości jest płoć – jej wybitnie sportowy charakter. Bierze temu wędkarzowi, który potrafi dosmaczyć zanętę i przynętę, który nie przesadzi z grubością żyłek i wielkością haczyka. W jej zachowaniu wciąż znajdziemy wiele niewiadomych, np. dlaczego raz weźmie tylko na haczyk nr 16 a innym razem głęboko połknie pęczek czerwonych robaczków na haczyku nr 10. Oczywiście tak może zachowywać się tylko duża płoć, mierzącą nie mniej niż 25 cm. Moim majowym ulubionym łowiskiem jest jezioro. Może dlatego, że leży blisko mojego miejsca zamieszkania. Ale gdybym musiał jeszcze raz wybierać łowisko, wybrałbym właśnie to jezioro. Są tam duże płocie, jest ich dużo a poza tym jest wiele innych ryb. A poza tym, niedaleko jeziora mam większą rzekę. Czy można marzyć o innych łowiskach w takiej sytuacji? Ja nie marzę, mam je pod nosem. Na oba łowiska mam jeden kij. To znaczy mam ich więcej do dyspozycji, ale na płocie używam w maju ten jeden. To feeder, a właściwe Multi Feeder Xenon Robinson. Ma dwie wymienne szczytówki i fajną miękką akcję, dzięki czemu łatwo i bezpiecznie holuje się płocie. Ma długość 360 cm i 5 elementów: 3 podstawowe i 2 szczytówki. Podał mi go sprzedawca, gdy szukałem kijka na leszcze z gruntu. Na początku zrobił na mnie dwojakie wrażenie, bo posiada na blanku opis dwóch c.w.: od 30 do 70 g i od 40 do 100 g. Ale gdy sprzedawca złożył go i podwiesił cięższy koszyczek, przekonałem się do kijka. Wziąłem i nie żałuję. Rzeczywiście inaczej chodzi z każdą szczytówką. No i w praniu wyszło, że ze szczytówką do 70 g nadaje się na płocie z koszyczkiem, a ze szczytówką do 100 g na rzeczne leszcze, lub jeziorowe stojąco dość daleko. Ponadto ma długi korkowy dolnik, jest gruby więc dobrze leży w dłoni. Szczytóweczki są zapakowane w przezroczystej tubie ochronnej. No i cena 145 zł też jest atrakcyjna, co tu kryć. Moją najlepszą miejscówką w jeziorze jest spadek dna (stok) o dużym nachyleniu przechodzący w blat lub długi rów (mam dwa takie miejsca), którym ryby się przemieszczają. Najbardziej odpowiada mi głębokość 3 metrów u podstawy stoku, z dnem raczej twardym. Zestaw zarzucam na odległość do 30 metrów. Wędkę opieram o podpórkę, a dolnik trzymam na kolanie i w dłoni. Dzięki temu błyskawicznie reaguję na drgania szczytówki, a trzymanie nie męczy. Dociąganie żyłki również jest łatwiejsze, bo wystarczy tylko obrócić korbkę kołowrotka nie schodząc przy tym ze stołeczka, a nawet nie muszę się pochylać. Blank ustawiam do zarzuconego zestawu pod kątem mniej więcej 60-70 stopni – dzięki temu mam napiętą żyłkę i wygiętą szczytóweczkę, precyzyjnie widzę najmniejsze jej ruchy. Zacinam szybko unosząc wędzisko w przeciwnym kierunku do góry ponad głowę. Hamulec mam wyregulowany precyzyjnie, aby przy zacinaniu płoci zaterkotał. Wystarczy do wbicia haczyka i zarazem chroni przed zerwaniem cienkiego przyponu, np. w przypadku cięższej ryby (leszcz, karp, karaś, lin). Przypon mam z cieniutkiej żyłki przyponowej – 0,10 mm, o długości od 15 cm do 60 cm. Im ryby słabiej żerują, tym dłuższy przypon stosuję. Żyłka główna ma średnicę 0,16 mm. Kołowrotek wielkości 2000-3000. Haczyki to Titanium 184 G Robinsona, nr 14. Przynęta to najczęściej 2 białe robaczki lub 1 czerwony – malutki, przewleczony dwa razy. Zanęta płociowa, a ostatecznie na karpiowate z dodatkiem wanilii lub płociowego atraktora. Robaki trzymam w garstce zanęty z zapachami – dzięki temu łapią trochę zapachu. Wyszukując nowe łowisko zawsze badam je spławikówka z wagglerem i gruntomierzem o wadze 5 g. Warto znać głębokość i konfigurację dna łowiska, bo dzięki temu łatwiej namierzymy ryby. Jeżeli na łowisku muszę precyzyjnie podawać zestaw na tę samą odległość, to długość wyrzutu zaznaczam pisakiem na żyłce. Taka potrzeba istnieje, gdy łowię w pobliżu zatopionego drzewa, na rancie stoku, na skraju podwodnej łąki. Za długi lub zbyt krótki rzut nie przyniesie ryb, dlatego warto dbać o precyzję.
Dopołudniowy plon multifeederka :)
Wędkę opieram o podpórkę, a dolnik trzymam na kolanie i w dłoni - taki układ pozwala mi na błyskawiczną reakcję, czyli skuteczne cięcie.

tekst: Andrzej Mierzeja foto: W. Ptak
|
R E K L A M A
|
|