

|

"Głowacica wystawi pstrągi"
Jedni łowią styczniowe potokowce, bo już wolno. Inni czekają do końca lutego, aby nabrały wagi i wigoru, a jeszcze inni nie łowią, bo nie wolno. Wobec tych okoliczności można poświęcić styczeń na poznanie rzeki pod kątem przyszłych pstrągowych łowów.
I gdy już będzie wolno lub zdecydujemy się łowić, w miarę dobrze będziemy się orientować w rozkładzie ciekawych miejsc w rzece. Wiem, że większość z Was woli wędrować wzdłuż rzeki i obławiać te miejsca, które dobry los rzucił pod wędkę. Ale przecież nie każdy ma wystarczająco dużo czasu na tą taktykę, ponadto wielu wędkarzy wyruszy na nieznane łowiska. A wtedy będą zupełnie bezradni i wiele dni po prostu zmarnują. Mając to na uwadze proponuję Wam proste i ciekawe rozwiązanie.
Na głowacice
Zamiast marzyć o wyjściu na rzekę, lepiej zaopatrzyć się w sprzęt głowacicowy i ruszyć na rozpoznanie. Tak się składa, że w wielu dobrych łowiskach pstrągowych żyją głowacice, które w styczniu skutecznie można łowić. Szukając ich zarazem poznajemy rzekę; rozkład dobrych stanowisk, ich konfigurację i szacujemy szansę na złowienie tam potokowca. A przy okazji chronimy łowisko i dbamy o własną kondycję, która za niedługo będzie jak znalazł. Potokowcom krzywdy nie zrobimy, gdyż zaopatrzymy się w duże przynęty. O tej porze roku mamy wielką szansę złowić głowacicę. Rozmyślając o nich mam wrażenie, że doskonale się orientują, z którego wędkarza zakpić. Zwróćcie uwagę na fakt, że w grupie repów głowacicę najczęściej łowi żółtodziób, nierzadko pierwszy raz trzymający zestaw głowacicowy w ręku. I jak tu nie wierzyć, że miedziane ryby przebierają wśród wędkarzy.
Przezbrojenie Użycie mocniejszego sprzętu jest konieczne, bo przecież będziemy obrzucać rzekę cięższymi przynętami. Dokładne penetrowanie rzeki niesie ze sobą zagrożenie utraty przynęty, a le w inny sposób nie można dobrze poznać łowiska. Mocny kij i żyłka (plecionka) uchronią nas przed stratami, a przynajmniej przed nadmiernymi. W wielu przypadkach trzeba będzie bardzo daleko zarzucić przynętę, bo tylko taki sposób pozwoli właściwie naprowadzić ją na stanowisko głowacicy, lub ostukać dziurę. Dlatego wybierając wędzisko pamiętajcie o tej konieczności. Niektóre wędziska ułatwiają oddanie dalekiego rzutu, a inne skracają go. Bardzo ciekawą propozycję przedstawił Robinson - wędeczka o nazwie Diaflex Classic o długości 285 cm. Ona właśnie pomaga daleko zarzucić, a przy tym obsłuży przynęty w przedziale wagowym 15-45 gramów. To bardzo użyteczny zakres w łowieniu głowacicy. Jeżeli komuś spasuje, to może użyć ją równie dobrze na grube potokowce, siedzące na środku rzeki w rynnie. Blank jest bardzo sprężysty, a nici omotki są potrójnie zabezpieczone lakierem. Jeżeli na zakup możemy przeznaczyć znacznie mniej pieniędzy, to warto obejrzeć serię Aquarius Top Spin – wędzisko kompozytowe, dla nas najbardziej użyteczny model ma 270 cm długości i 18-45 g c.w. (cena ok. 150 zł). Kołowrotek już nie jest tak ważny, więc na rozpoznawczą wyprawę można zabrać mocny spinningowy, może być nawet mały sumowy. Ostatecznie można nabyć za cenę ok. 140 zł lekki robinsonowski kołowrotek Laker 410 lub 510, którego najważniejsze elementy wykonane zostały wg najnowszej technologii wyrobu kołowrotków. W zestawie posiada m.in. szpulę matchową, więc można go użyć do karpiowej odległościówki. Osadzony jest na 10 łożyskach i posiada 3 szpule. Nawinąć można żyłkę o nazwie Perfect Strong (Max), odporną na ścieranie i dość mocną. Ja nawinąłem 0,25 mm. Jeśli macie w łowisku dwucyfrowe głowatki, to nawińcie nawet 0,28 – nie ma się czego wstydzić. Większość dobrych woblerów ma profilowane kółko łącznikowe tak, aby można go było wiązać bezpośrednio do żyłki – na pewno nie uszkodzi jej. Ale na wszelki wypadek zabierzcie kilka agrafek „Spinwal”, rozmiar 12 – mają wytrzymałość 15 kg i na pewno wytrzymają.
Nie rzucać na darmo Do rozeznania konfiguracji łowiska wystarczy choćby zepsuty wobler. Szkoda jednak marnować taką okazję rezygnując na starcie ze złowienia głowacicy, więc warto zabrać kilka niezawodnych wobl erów. Jeżeli nie macie dostępu do cacuszek wyrabianych rękami znanych głowacicowych mistrzów (rękodzieła), sięgnijcie po równie znane i równie mistrzowskie: Salmo i Rapala. Spośród salmiaczków proponuję zabrać trzynastocentymetrowy dwuczęściowy (łamaniec) Whitefish w dwóch deseniach: potokowca i białorybu (pływające, waga 21 g.). Rapala również oferuje killery, spośród których proponuję łamańca Jointed wielkość: J11 i J13, w deseniach Brown Trout i Rainbow Trout (potokowiec i tęczak). Do ostukania głębokiego dna lub dziury można użyć salmiaczka Bulhead SDR, waga 17 g i długość 8cm, zaś Rapalę - Down Deep Husky Jerk , model DHJ12, kolor Gold (złoty – podobny do brzany) lub w celu wywołania agresji deseń Glass Purple Sunfire. Te woblery są przygotowane na spotkanie z mocną, o twardej paszczy i waleczną rybą.
Do poznawania rzek na północy naszego kraju nie radzę zakładać neoprenów, bo łatwo je zniszczycie na krzakach. Chcąc przeżyć spotkanie z górską głowacicą lepiej założyć buty o specjalnej antypoślizgowej podeszwie – kamienie pod wodą o tej porze roku są niebywale śliskie. Kąpiel w styczniowej wodzie nie należy do przyjemności. Jeżeli jednak głowacica nie pozwoli się lądować wyślizgiem lub utknie na płyciźnie, rzućcie się na nią do wody bez wahania.
(WP)
|
R E K L A M A
|
|