

|

Tomek Kurnik na opasce
Opaska opasce nierówna, ale właśnie tutaj żeruje najwięcej jazi i kleni. Tutaj też najczęściej je spotkamy. Chcąc więc nałowić się tych ryb najlepiej zacząć od opaski.
Zarazem jest to trudne łowisko, a w dodatku z własnej winy łatwo można przepłoszyć je stąd. Dlatego należy poruszać się nadzwyczaj ostrożnie, chować się w trawie lub za garbami ziemi z pokiereszowanego brzegu. Można również ubrać się w maskujące ubranie i jak najwolniej poruszać się. Jazie i klenie są czujne, błyskawicznie dostrzegają ruch na brzegu i zaprzestają żerowania. Wtedy nie reagują na naszą przynętę. Zalecam więc ostrożność, ostrożność i jeszcze raz ostrożność i ciszę. O potrącaniu kamieni na opasce nie ma mowy.
Do łowienia tych ryb najlepsze są opaski niegłębokie, o średniej głębokości 150 cm, leżące tuż przy głównym nurcie lub, co jeszcze lepsze, z nurtem opierającym się o opaskę. Wskazane jest, aby na opasce przebywał tylko jeden wędkarz – ten, który łowi.
Poruszam się z nurtem. Przede wszystkim dlatego, że najłatwiej operować wtedy malutką przynętą.

Po wejściu na łowisko przysiadam na dłuższą chwilę i obserwuję opaskę oraz ryby przy niej. Uwierzcie mi, że na niegłębokiej opasce można zobaczyć żerującego jazia, rzadziej klenia. Jazie oskubując kamienie z robaków pochylają się głową w dół wystawiając przy tym kawałek ogonowej płetwy ponad lustro wody. Trwa to zaledwie sekundę, ale mi wystarczy. Już wiem, gdzie jaź żeruje. Bez zwłoki zarzucam malutki wobler z nurtem, czyli w dół rzeki lekko po skosie. Staram się naprowadzić wobler od nurtu na bok jazia, na jego wysokości, aby ryba zobaczyła woblerek pojawiający się od wody (woblerek cały czas pracuje) – wtedy najczęściej reaguje odruchowo i bez wahania łapie przynętę. Nie zawsze jest tak różowo, więc przy opasce ani widu, ani słychu ryb. Wypuszczam wtedy wobler nawet do 40 metrów. Wolno prowadzę go pod prąd, tuż przy kamieniach. Jestem skupiony i skoncentrowany, aby błyskawicznie zaciąć biorącą rybę.
Opaskowe ryby mają swoje słabości i zwyczaje. Najczęściej łowiłem je w dni bezchmurne i słoneczne.

Wtedy też najłatwiej mi się łowi. W takie dni stosuję przynęty powierzchniowe lub smużące, czyli Smużaki (pływające woblerki imitujące owady spadające z drzew do 3 cm – na fotografii). Po cierpliwym obłowieniu odcinka opaski dyskretnie przenoszę się w dół na długość wykonywanych rzutów, czyli na długość sprawdzonego odcinka łowiska. I wznawiam łowienie wg tych samych reguł. Nie zawsze jednak używam Smużaków. W pochmurny wietrzny dzień ryby co prawda też żerują, ale słabiej i zdecydowanie głębiej. Szukam ich więc głębiej, przy tym pukając woblerem po kamieniach. Trochę to pomaga, ale na ogół łowi się ich o wiele mniej, niż w słoneczną pogodę. Ponadto wiatr i falowanie niezmiernie utrudniają operowanie malutkim woblerkiem. Stosuję wtedy z konieczności przynęty większe i głębiej schodzące. Dobre będą woblerki 5-centymetrowe, z dłuższym sterem sprowadzające woblerek pod warstwę wody nawet na głębokość 1 metra. Na jaką głębokość je sprowadzimy zależy również od układu i głębokości opaski. Należy się przystosować do niej. W wielu przypadkach pomocne okażą się woblery tonące lub o pływalności zerowej.
Nad wodę wychylamy tylko głowę i dłonie trzymające wędzisko. Poruszamy nim wolno.
Zacięty i holowany kleń zachowuje się rozmaicie. Natomiast jaź zawsze chlapie, tłucze się po powierzchni, robi hałas i płoszy inne jazie. Po takim holu zawsze rezygnuję z dalszego obławiania i oddalam się w inne, świeże miejsce. Gdy łowię tylko dla przyjemności, czyli prywatnie – tak to nazywam – to jazia holuję pod powierzchnią, oczywiście o ile mi się to uda. W takim holu znajduję mnóstwo przyjemności. Jeżeli spinninguję na zawodach, to postępuję inaczej – w końcu walczę o puchar i lokatę. Zaciętego jazia trzymam w miejscu, jednocześnie zwijając żyłkę zbliżam się do niego. Dzięki temu trikowi ryba stoi pod wodą, nie chlapie, nie zrywa się, no i w końcu nie płoszy innych ryb. Po dojściu do ryby czeka mnie kolejny, niezwykle trudny element łowienia – podebranie ryby. Ne używam podbieraka z uwagi na delikatne ciało ryb. Podbierak, jaki by nie był, zdrapuje śluz z ciała ryby, tym samym rani ją, stresuje, przeraża i stwarza ryzyko jej choroby. Śluz pełni rolę ochronną dla ciała ryby. W wielu przypadkach rybę wyhaczam w wodzie, oszczędzając jej trzymania w dłoni. Do łowienia przy opasce używam długiego kija, bo umożliwia mi łatwe i precyzyjne operowanie przynętą. Wtedy też nie muszę wychylać się nad wodę, więc tym samym nie spłoszę ryb. Do łowienia kleni i jazi zakładam żyłkę o średnicy 0,14 mm. Warto założyć okulary polaryzacyjne, bo dzięki temu zobaczymy rybę podążającą tropem prowadzonej przynęty. O bardzo ekscytujący moment. Już dla niego warto wybrać się na opaskowe klenie i jazie.
Do prowadzenia przynęty oddalonej od brzegu służy długi kij, w żadnym wypadku nie można wychylać się nad lustro wody - możemy bzpowrotnie spłoszyć ryby.
Tomek Kurnik tester Robinsona
opracowanie i foto: Wędkomania
|
R E K L A M A
|
|