

|

Tomek Kurnik - Rafa żwirowa
Jednym z wielu ciekawych, ale trudniejszych stanowisk ryb w naszych rzekach jest rafa żwirowa, a oględnie mówiąc – plaża, na której w lecie można spotkać śliczne Polki wygrzewające się na słonku.

Takie łowisko znajdziemy w każdej kamienistej rzece, nie wyłączając Wisły – te zdjęcia robiliśmy na Wiśle w Niepołomicach. Najczęściej plaża odsłania się na wewnętrznym łagodnym łuku. Największą trudność stanowi podłoże, czyli chrzęszczące pod butami otoczaki i żwir. Ryby ten odgłos słyszą z daleka, ponieważ z łatwością przenika wodę na dużą odległość.
Tutaj płynie szeroki pas płytkiej wody, która jest cieplejsza niż w nurcie i przyciąga masę narybku. Jest ona tak płytka, że wielu spinningistów omija ją szerokim łukiem z wyrazem zniechęcenia na twarzy. A rzeczywistość jest taka, że ryby zapędzają się w amoku polowania na wodę o głębokości 10 cm! Natomiast szeroki i długi pas wody najczęściej ma głębokość od 5 cm do 50 cm. Z mojego doświadczenia wynika, że można tu złowić wiele pięknych kleni i wcale niemałych boleni. Najważniejszym warunkiem złowienia ich jest przede wszystkim zachowanie absolutnej ciszy, wykonywanie wolnych ruchów i unikanie machania kijem na tle nieba. To podstawowe warunki i niech ktoś nie myśli, że tyle wystarczy do sukcesu. To dopiero początek trudnej roboty.
Do wypatrzonego łowiska podchodzimy wolno, bardzo delikatnie stawiając stopy i zachowujemy maksymalną ciszę. Ciało pochylamy jak najniżej, a w wielu miejscach warto przyklęknąć lub nawet dojść na czworaka. Może to śmiesznie wygląda dla niektórych, ale nie dla mnie - wiem, że dzięki temu zwiększam skuteczność przynęty nawet o 100%.
W zależności na jaką rybę polujemy, stosujemy odpowiednie przynęty. Na bolenia używam cięższego pływającego woblera płytko chodzącego, w kształcie i kolorach przedstawionych na zdjęciu. To mój ulubiony killer.
Właściwa jest żyłka o średnicy 0,18 mm, bo z boleniem to nie przelewki. Ja używam nową żyłkę Primera Robinson, ma świetne parametry (0,18 mm - 4,8 kg) i niebywałą wytrzymałość na mokrym węźle. A wymiarowy boleń potrafi sprawdzić nasz sprzęt błyskawicznie – już w pierwszych sekundach albo zrywa się, albo jest nasz. Ponadto Primera jest niewidoczna w wodzie, co na takiej płyciźnie jest niezmiernie ważne – żyłka błyszcząca się pod wodą lub postrzegana jako grubawy sznurek zniechęci wszystkie ryby do brania. Jeśli macie wędeczkę miękką o akcji „klucha”, to możecie użyć cieńszą żyłkę o średnicy 0,16 mm, bo praca kija "zmiękczy" zrywy drapieżnika. Pierwsze stanowisko zajmuję w miejscu, skąd mogę zarzucić przynętę w miejsce najbliższe brzegowi. Przysiadam w wysokiej trawie lub szukam innej osłony, aby skryć się przed bystrym wzrokiem bolenia – jest wzrokowcem i widzi dosłownie wszystko.
Wystawiam tylko bark i głowę, zarzucam wolno, aby szybki ruch wędziska nie zwrócił uwagi ryb. Przynętą obławiam najbliższy fragment łowiska, gdzie spodziewam się ryby. Po kilkunastu rzutach zwiększam zasięg rzutu, czyli łowisko obławiam na coraz większym obszarze zwiększając zasięg rzutów w kierunku głównego nurtu rzeki. W ten sposób unikam spłoszenia ryby żerującej najbliżej mojego stanowiska. Po sprawdzeniu obszaru płytkiej wody kilkanaście rzutów kieruję na obrzeże głównego nurtu, ponieważ w nim duże bolenie mają swoją siedzibę. Stąd robią wypady na płycizny.
Nurt obławiam 5-12-gramową gumą, najczęściej ripperem. Posyłam go nieco mocniejszą wędką

Dynamic Robinson, gdyż ma zapas mocy wystarczający do wyholowania grubego bolenia, a jednocześnie łatwo podaje się gumy ze wspomnianym obciążeniem. Właśnie z uwagi na gumę i nurt często mam w zapasie ten kij, oczywiście złożony w zestaw gotowy do błyskawicznego użycia, np. w chwili, gdy zauważę przewalającego się bolenia na obrzeżach nurtu.
Wobler prowadzę ostrożnie, aby w żadnym razie sterem nie stuknął w kamienie. Bolenie boleśnie mnie nauczyły, że ten dźwięk nie podoba im się i wtedy najzwyczajniej odpływają. Po konsultacjach z kolegami podczas zawodów spinningowych moje spostrzeżenia potwierdziły się – bolenie nie lubią takich stukotów. A więc dobierając woblery po dwakroć sprawdzajcie ich pracę, czy aby na płyciutkiej wodzie nie zawadzają o kamienie. Obławianie płycizny można zakończyć na półmetrowej głębokości. Rzadko łowiłem ryby głębiej. Szukając klenia na tym łowisku zawsze zakładam woblery krótkie (do 35 mm), ale pękate. Dlaczego pękate? Bo dzięki takiej konstrukcji są cięższe bez zwiększania swojej długości. Płycizny często rozciągają się na dużym obszarze i przyjdzie nam daleko rzucać tym woblerkiem. Do niego zakładam żyłkę Primera o średnicy 0,16 mm (wytrzymałość 3,81 kg), dzięki niej nie boję się holu nawet 2,5-kilowego klenia. A taki smok potrafi walczyć, zwłaszcza na płyciźnie. Zachowajcie wtedy anielską cierpliwość, niech ryba wyszaleje się, niech blank kija zmęczy ją swoją miękką pracą. Dopiero wtedy wznówcie wolny i z wyczuciem hol. Gdy tylko ryba wznowi szaleńczą walkę, przestańcie kręcić i dajcie jej czas. Do tego typu łowisk zalecam użycie jak najdłuższego spinningu. Dzięki temu można precyzyjnie kontrolować prowadzenie przynęty oraz bez wysiłku daleko zarzucać.
Właściwa postawa i stanowisko wędkarza do obławiania długimi rzutami nurtu, gdy stwierdzimy tam obecność boleni.

Poniższe 2 zdjęcia obrazują niewłaściwe zachowanie wędkarza podczas obławiania płycizny i skraju głównego nurtu. Takim zachowaniem płoszymy ryby widokiem sylwetki i wędziska.


Życzę Wam połamania kija na grubych boleniach!
Tomek Kurnik tester Robinsona
opracowanie i foto: Wędkomania
|
R E K L A M A
|
|