

|

Leszcze z krainy lipienia
Poprad, San, Dunajec, Wisłok, Wisłoka – z czym Wam się kojarzą? Ano z górami: Podkarpaciem, Beskidami i Bieszczadami. W takich rzekach łowi się pstrągi, klenie, lipienie, głowacice. W końcu woda tu pędzi, nurt zwala śmiałka z nóg, a kamienie przesuwają się po dnie ze skalnym chrzęstem. Ale nie tylko te ryby tam się łowi. Wędkarze gruntowi z nadrzecznych miejscowości potrafią wyłuskać ładne leszcze, jazie a nawet wielkie jak talerz krąpie i brzany silne jak lokomotywa. Świnek w ostatnich latach również przybywa. Te ryby tam są i mają się dobrze. Dlatego na wielu rzekach wśród łowców głowacic zauważyć można spławikowca brodzącego z bolonką. Zaprzysięgłych spinningistów i muszkarzy upraszam, aby opanowali wzburzenie, bo ten grunciarz działa na ich korzyść – odławia ryby, które nie powinny się tam znaleźć. Pod warunkiem, że przestrzega regulaminu a gospodarz łowiska dopuścił łowienie na przynęty naturalne, oczywiście pochodzenia roślinnego. Nie od dzisiaj przecież wiadomo, że ryby szlachetne najlepiej biorą na robaki. Pozwolę sobie na małą dygresję – dla mnie kwestią otwartą pozostaje, czy aby nie stworzyć odpowiednich łowisk dla wędkarzy gruntowych, aby i oni mogli cieszyć się widokiem lipieni i pstrągów. Spinningistów i muszkarzy purystów w sztuce informuję, że w wielu krajach można legalnie cieszyć się łowieniem np. lipieni na robaczki, i stosując odpowiedni sprzęt zasmakować sportowych emocji.Prawie tak samo Leszcze górskie od nizinnych różnią się przede wszystkim wielkością – w górskiej rzece nie ma ją szansy osiągnąć wielkość łopaty. Tu woda jest uboższa w pokarm, a nurt spala cenne leszczowe kalorie. Jeśli jednak rzeka jest bogata w pokarm oraz tworzy głębokie i liczne płanie, to wiele osobników dorasta nawet do 2 kg wagi. Leszcze są szerokie i cienkie, więc w nurcie radzą sobie nieźle, ale do chwili aż staną w poprzek nurtu. Górska rzeka jest kapryśna, narażona na gwałtowne wezbrania. Duża woda pędzi w oszałamiającym tempie, a siła i masa takiej wody wymiata z dna dosłownie wszystko, co nie potrafi lub nie zdąży się schować. Jeśli na jakimś odcinku rosło sobie w dobrobycie dorodne stadko leszczy, po takiej katastrofie przez wiele miesięcy nie zaspokajają głodu, bo nie mają czym. Populacja dennych żyjątek dopiero się odradza, a leszcze raczej nie skaczą do muszek latających tuż nad wodą i niezmiernie rzadko zbierają, co innego lipienie i pstrągi. Wtedy wędkarz stosujący zanętę może bardzo szybko ściągnąć stado leszczy i zatrzymać je w smudze dość długo. Wprawdzie wygłodniałe leszcze rozprawią się z każdą ilością, ale mając w kotle 3-4 kilo zanęty, można utrzymać je w zanęcie prawie cały dzień. Wiele bym dał, aby w takich warunkach łowić w rzece nizinnej. Tutaj leszcze są kapryśne, a z zanęty uciekają po kilkudziesięciu minutach. Ale przed wędkarzem stoją także nie lada kłopoty techniczne związane z wyborem łowiska i miejsca podania zanęty. Największym problemem jest siła i szybkość nurtu – on migiem wyniesie zanętę i rozwlecze po rzece, nawet kilkaset metrów w pięć minut. Błąd w nęceniu może kosztować wiele, choćby brak kontaktu z rybami. Inny wielki kłopot, to potwornie czepliwe dno. Stosując nawet lekki zestaw bolonki, co drugi spływ może kończyć się rwani em zestawu. Taka sytuacja doprowadza do szału. Z tych względów wędkarz przed nęceniem musi zmontować wędkę i sprawdzić swój wybór, a nuż okaże się chybiony i trzeba będzie szukać innego stanowiska. Gorąco przestrzegam Was przed nęceniem na chybił trafił. Poza wymienionymi aspektami technicznymi łowienie górskich leszczy nie różni się zbytnio od łowienia w rzece nizinnej. Wspomnę jeszcze, że do feederów wiązałem raczej dłuższy przypon, ponieważ krótki często wraz z przynętą przepadał wśród kamieni, a długi wynoszony lub poruszany jest przez nurt, dzięki czemu przynęta jest widoczna dla ryb. Z uwagi na dużą czystość wody radzę zmniejszyć o połowę porcję atraktora w odniesieniu do porcji „nizinnej”. Na wielu odcinkach rzeki jedyne rozsądne łowisko można znaleźć w rynnie pośrodku koryta. W takiej sytuacji trzeba założyć spodniobuty i stanąć blisko ryb, innego wyjścia nie ma. To męczący sposób łowienia, ale dostarcza wielu sportowych emocji. Polecam go z przekonaniem.Nęcenie W takich miejscach najlepiej działa ciężka zanęta, skomponowana na wartkie łowisko. Najchętniej stosuję gotową zanętę M.V.D. Eynde o nazwie River Ace lub Natuur. Wprawdzie producent przeznaczył je głównie na brzany i klenie, ale leszcze wybredne nie są i wchodzą w nie dobrze. Jeżeli akurat nie ma w sklepie tych zanęt, sporządzam własną na bazie Basic Mix tegoż samego producenta. Tę bazę dosmaczam atraktorem na leszcze, ale równie dobrze wchodzą w nią inne ryby: klenie, brzany i pozostały drobiazg, no i oczywiście szlachetne. Jako grubsze kąski używam średniej kaszy mazurskiej, oczywiście rozmiękczonej. Drobna kasza doskonale zatrzymuje się w drobnych szczelinach, natomiast grubsze ziarna jak pęczak, płatki i kukurydza szybko spływają niżej, tym samym odciągając ryby od wędki.Jeszcze jeden dylemat Przy okazji łowienia leszczy wcześniej czy później staniecie przed dylematem: założyć grubszy przypon i mocniejszy hak, aby utrzymać brzanę, czy trzymać się delikatnego zestawu łowiąc więcej leszczy i świnek. Uprzedzam, że trudno znaleźć kompromis, a właściwie nie da się równie dobrze łowić każdy gatunek ryb. Jedynie w trąconej i przybiórkowej wodzie na mocny zestaw idą równo wszystkie gatunki. Ale taka sytuacja jest wyjątkowa. Na wszelki wypadek miejcie ze sobą mocne i dobre haczyki, które utrzymają brzanę i nie spłoszą leszcza czy świnki. Ja używam Titanium Pro Bream AJI 160G rozmiar 8-12. Jeśli macie inne ulubione firmy, to dobierzcie model o podobnym kształcie. Znakomicie wytrzymują długie hole silnych ryb. Myślę, że skierowałem Waszą uwagę na rzeki górskie i tamtejszy białoryb. Planując urlop w górach do spinningu dołóżcie również wędkę gruntową: feeder, bolonkę lub zwykłą niedrogą teleskopówkę. Szybko przekonacie się, że walka z górskim leszczem lub wielką świnką także dostarcza niezapomnianych wrażeń.(PW)
|
R E K L A M A
|
|