

|

Moje kochane potoki…
Już za kilka dni ponownie zaszyję się w lasach. Wreszcie będę mógł głęboko wciągnąć aromatyczne leśne powietrze bez obawy, że płuca zakrztuszą się spalinami. Wreszcie będę słyszał leśną ciszę i plusk wody. Powierzchniowy atak potokowca usłyszę z kilkunastu metrów. Uwielbiam takie łowiska. Znajduję je głęboko schowane w lasach. To małe i duże potoki i rzeczki, o podłożu piaszczystym poprzetykanym głębszymi dziurami, wykrotami pod korzeniami i zwalonymi pniami. To trudne łowiska, bo woda jest płytka, krystaliczna, zarośla nie dają osłony a pstrągi są nadzwyczaj ostrożne. Zresztą one mają taką naturę – widzą i słyszą wszystko dookoła. Mimo tych trudności, dostrzegam również zalety: nie ma kleszczy spadających za kołnierz, nie ma komarów, węży i wilgotnej duchoty. Nie ma też innych wędkarzy i gąszczy nie do przebycia, a leśnicy nie wyganiają z lasu z powodu zagrożenia pożarowego.Podchody i jeszcze raz podchody Potokowiec jest dość łatwym do złowienia pod warunkiem, że nie wie o naszej obecności. Taka sztuczka jest łatwa dla wędkarza tylko na dużych rzekach, ale tam z kolei piętrzą się inne problemy. Na łowisku nie wędruję, lecz skradam się. Stąpam nadzwyczaj ostrożnie, rozważnie omijając butami chrust i zdrewniałe trawy. Wyjątkowo wredne są dziury wykopane przez leśne i wodne gryzonie. Wiele z tych dziur przykrywa łan trawy lub dywan liści. Człowiek dowiaduje się o istnieniu takiej pułapki w chwili nadepnięcia na „wilczy dół”. Ale wtedy na ostrożność za późno i trzeba się modlić, aby nie wyłamać kostki. Nierzadko minutowe skradanie się do upatrzonego stanowiska kończyłem cyrkowym fikołkiem, lądując tuż obok wody z głośnym hałasem upadającego ciała. O potknięcie lub poślizgnięcie się w takim terenie nietrudno.Trudne, ale najlepsze Do gustu najbardziej przypadły mi ostre zakręty, gdzie powalone drzewa zaburzają nurt wody, a ta wypłukuje naprawdę głębokie doły i jamy. W nich siedzą sztuki na miarę przygody sezonu. Ale nie dają się łatwo sprowokować do ataku. Wiele woblerów zostawiłem na tych zakrętach. No cóż, taka uroda potokowych potoków.Inne, nieco łatwiejsze Najłatwiejsze do obłowienia stanowiska potokowców znajdziemy na prostym odcinku, w jamie wypłukanej pod i poniżej kłody, po nawisem brzegowym, w zatoczce utworzonej przez prąd wsteczny odbijający się od wielkiego korzenia lub głazu wystającego z brzegu. Zalegające konary, patyki i wszelki chrust lub głazy często tworzą gardziel na wzór górskiej wlewki. Tuż poniżej z boku nurtu zawsze stoją potokowce. Najczęściej i najładniejsze trzymają się piaszczystego stoku.Garść zamiast 5 pudełek Takie łowisko to wyzwanie dla woblerów. Każde stanowisko może i zazwyczaj jest inne, wymaga więc użycia innego woblera. Największą trudnością jest krótkotrwała prezentacja. Wobler prowadzony nawet ręką mistrza zaledwie przez kilka sekund będzie defilował w zasięgu strefy ataku styczniowego potokowca. Jak duża to będzie strefa przekonamy się na łowisku, bo żadne tabele stref nie istnieją. Każdy potok i ryba tworzą specyficzne łowisko w określonej porze roku. Dlatego należy wyposażyć się w kilka niezawodnych woblerów. W pudełku muszą być pływające, tonące, o wyporności zerowej oraz pracujące przy dnie i przy powierzchni. Ich kolorystyka musi być naturalna i jaskrawa prowokująca potokowce. Do dalekich i celnych rzutów na głębszą wodę używam z zadowoleniem 5-centymetrowych woblerów Storm o nazwie „Hot `N Tot”, o wspaniałych deseniach i kolorach.
 
 

Ten wobler ma grzechotkę, która dała mi niejednego ładnego potokowca. Powierzchnia steru również jest kolorowa, co zwiększa łowność przynęty. Tymi woblerami łowię również klenie na rzekach podgórskich i nizinnych, nierzadko skaczą do nich bolenie i chwytają je sandacze. Używam krótkiego kijka o dł. 240 cm, mój kolega ma jeszcze krótszego – 200 cm. Oba spisują się znakomicie. Używam żyłkę, o ile to możliwe dbam, aby była jak najmniej widoczna w wodzie (gama żyłek z fluorocarbonu i oferta Berkley`a „Crystal Line”). Najlepsze wyniki mam podczas ustabilizowanej pogody.WP
|
R E K L A M A
|
|