

|

Okonie z powierzchni
Gdy tylko trwająca deszczowa pogoda wkrótce zamieni się w pogodne i ciepłe dni (o czym informują nas meteorologowie), zacznę regularnie nachodzić stado okoni żyjące w dość dużym, ale niegłębokim zbiorniku. Znalazły tutaj znakomite warunki wśród bujnych roślin podwodnych i wynurzonych, wśród górek, rynien i zatok. Wędkuje tutaj wielu wędkarzy, ale nie każdy je łowi. Przyczyna jest prozaiczna – okonie nauczyły się ignorować niebezpieczne przynęty, zwłaszcza w tym zbiorniku z krystaliczną wodą. Taka sytuacja wcześniej czy później dotknie wędkarzy na wielu innych łowiskach, bo okonie to przecież mądre i pojętne drapieżniki. Ja łowię je niemal regularnie, ale nie dlatego że mam tajną przynętę kilera lub nawiedziły mnie nadprzyrodzone moce. Korzystam z tych przynęt, które są dostępne w sklepach. Jednak każdy sezon zaczynam nową przynętą, nieznaną moim okoniom. Dzięki temu wykorzystuję słabość pasiastych drapieżników do nowości – są ciekawe, co to takiego pływa w wodzie, a skoro są pazerne to wkrótce atakują, bo przecież nie mają żadnych niemiłych skojarzeń z moją przynętą. To dobry sposób na łowienie w naszych trudnych łowiskach. Dodam jedynie, że nie każda nowość okazuje się być dobrą przynętą, ale cóż, trzeba próbować. Złowione okonie uwalniam. Dzięki temu mam potrójną korzyść: 1) okoni w łowisku nie ubywa z mojego powodu, 2) nauczone przykrym doświadczeniem podnoszą mi techniczną poprzeczkę, 3) widok odpływającego okonia daje mi wiele radości. A zwłaszcza teraz musimy je uwalniać, bo przygotowują się do tarła.
Z czym w tym sezonie Ubiegłej późnej jesieni kilkaset razy rzucałem ciekawym woblerem, prawie nie znanym naszym (moim) rybom – popperem, czyli woblerem pływającym bez steru, który w miejscu pyska ma zrobione wgłębienie tak ukształtowane, aby wobler „pchał” wodę podczas prowadzenia, a przy tym nie zanurza się zbytnio. Amerykanie od wielu lat tym czymś łowią ryby różnych gatunków. U nas popper dopiero przebija się przez olbrzymią ofertę „zwyczajnych” woblerów. Na ten sezon zaopatrzyłem się w Popper Jaxona o nazwie HOLO SELECT POPPER. (Poniżej zdjęcie tych woblerów, zaczerpnięte z katalogu Jaxon.)
Mają wszystko to, co lubią okonie, czyli czerwony chwościk, czerwone akcenty z przodu, desenie płoci i okonia, a wszystko to wzmocnione jest holograficznymi refleksami. Są w długościach: 5, 7 i 9 cm oraz o wadze 7, 9 i 15 gramów. Czyli można nimi łowić blisko i daleko, małe i wielkie okonie. Producent przekonuje nas, że świetnie łowią szczupaki. Ano sprawdzimy. Co do okoni, to jestem pewien ich łowności, bo jak wspomniałem, na popper łowiłem okonie ubiegłej jesieni i dlatego teraz zaopatrzyłem się z przeświadczeniem o dobrym wyborze.
Jak tym łowię Do prowadzenia z brzegu używam „normalny” kij spinningowy, o akcji szczytowej. Stojąc w pasie przybrzeżnej roślinności kijek jerkowy albo do kogutów byłby zbyt krótki do prowadzenia woblera przez wąskie korytarze roślinności, lub pomiędzy łodygami trzciny. Te woblery prowadzi się łatwo i lekko, więc standardowy kij 3-metrowy spełni swoje zadanie. Jednak łowiąc z łodzi lub pływadełka celowe jest użycie krótkiego kija, np. 180-210 cm. Gdy łowisko jest bardzo zarośnięte, można założyć najcieńszą plecionkę (0,04-0,06 mm). Radzę zakładać żyłkę tylko spinningową z niemal zerową rozciągliwością – dzięki temu możemy błyskawicznie i skutecznie zacinać. Jednak dzięki plecionce uda się wyszarpnąć wobler z największych gąszczy (plecionka również tnie roślinność). Każde takie wytrząsanie woblera jednak płoszy większe okonie. Mając spodniobuty można ostrożnie brodzić, co wyraźnie zwiększa ilość złowionych okoni i umożliwia dokładne obłowienie wielu dodatkowych stanowisk. Jednak tuż przed tarłem należy bezwzględnie zrezygnować z brodzenia, aby nie niszczyć okoniowej ikry składanej na płytkiej wodzie. Wobler zarzucam dość daleko w upatrzone miejsce, najczęściej tuż koło zwartej ściany roślin lub w przesmyk. Wobler upada, wybieram luz i krótkimi szybkimi ruchami podciągam wobler o 50-70 cm. Każde podciągnięcie kieruje wobler raz w prawo, raz w lewo – ten efekt uzyskuję przełożeniem kija na odpowiednią stronę ciała i głębokim ruchem w tę samą stronę. Podciągam wobler na tyle energicznie, aby przednie wklęśnięcie wytworzyło fontannę wody przy każdym ruchu. Jeżeli skieruję szczytówkę w dół aż do samej wody, uzyskam tzw. zabulgotanie woblera – zanurzy się wciągając bańkę powietrza, która natychmiast wyskakuje spod wody. Te chlapnięcia i bulgoty znakomicie wabią okonie, a wkrótce prowokują do ataku na wobler. Pod 2-3 skokach woblera robię przerwę na 20-40 sekund, tłumacząc sobie, że to czas na reakcję odległych okoni. Już po kilkudziesięciu rzutach i prowadzeniach zorientujecie się w specyfice pracy woblera, nie jest to trudne. Wkrótce będziecie czuć, kiedy za kotwiczkę zaczepiła się roślinka, a kiedy szturchnął go okoń. A jeśli zaatakuje go ponadwymiarowy szczupak, na końcu kija poczujecie potężną kotłującą siłę. Producent zapewnia, że tym woblerem można łowić również w rzekach oraz trolingować. W rzece już próbowałem i rzeczywiście ma rację. Co do trolingu nie wiem, bo nie miałem okazji wypróbować. Może w tym roku spróbuję na Solinie. Powodzenia w doświadczeniach z nowymi przynętami.
WP
|
R E K L A M A
|
|