

|

Podlodowe ostatki 2007 r.
W piątek wybrałem się z kolegą na moje łowisko, na jeziorze Dręstwo. Celem naszej wyprawy był połów leszczy. Na łowisku zjawiliśmy się o godz. 16,00. Gdy upewniliśmy się, że lód jest bezpieczny (grubość 20cm) postanowiliśmy wywiercić trzy otwory, na głębokości 6 m, 8 m i 14 m. Do każdego z otworów wrzuciliśmy po 2 kule; jedna to glina z dodatkiem jokersa, druga to zanęta zimowa Leszcz, minimalnie dociążona gliną. Wiadomo, że podstawowym elementem dla osiągnięcia sukcesu w połowach leszczy to nęcenie. Sobota, godz. 6,30 – jesteśmy na lodzie, zaczynamy łowić na głębokości 14 i 8 m. Rozpoczynamy od łowienia mormyszką, na którą zakładamy kilka okazałych ochotek. Pierwsze opuszczenie do dna jeziora mormyszki, następnie podniesienie jej na odległość 5 cm nad dnem powoduje wygięcie kiwoka w wędce, który po kilku minutach prostuje się. Zacinam delikatnie, wędeczka wygina się w łuk, wiem na pewno, że jest leszcz. Po kilku sekundach oczywiście leszczyk ląduje na tafli lodu. Zabawa trwa około godziny, za każdym razem jest branie, oczywiście nie wszystkie kończą się skutecznym zacięciem, no i rybki też nie są olbrzymami. Po pewnym czasie postanawiam donęcić 2 kulkami gliny z jokersem. Brania są nadal, ale nie mogę skutecznie zaciąć, ponieważ łowię na dużą mormyszkę. Zmieniam wędkę z mormyszką na zestaw spławikowy (5g), każde opuszczenie zestawu kończy się braniem, ale nie leszczy tylko krąpi. Łowimy tak do godziny 10,00. Zegarek wskazuje, że pora na śniadanie. Jeszcze donęcam otwory zanętą spożywczą i ustalam z kolegą, że ponownie przystąpimy do łowienia po południu. Sesja popołudniowa nie różni się niczym od połowu rannego, nadal bardzo dobrze biorą leszczyki, do godz. 16,00. Potem następuje krótki zanik brań leszczy, ale są brania okoni. Złowiłem cztery od 22-25 cm. Kolejne kule gliny z jokersem wędrują do dziur. Tuż przed zachodem słońca kiwok mojej wędki powoli prostuje się, zacinam, wędka wygina się w łuk, ale nie czuję szarpnięć, tylko odzywa się mój kołowrotek. Mam wielką sztukę, po paru minutach delikatnego holu, w otworze pojawia się ładny leszczyk. Jest to mój największy okaz z dzisiejszego połowu. Na Jeziorze Dręstwo łowię spod lodu systematycznie od 12 lat. Leszcze może nie są takie duże jak latem, ale zawsze trafiają się i nigdy mnie nie zawodzą.
Pozdrawiam Mirek Długokiński
|
R E K L A M A
|
|