

|

Wiosenny kleń cz. III
Łowiąc w rzekach płytkich, wartkich ale szerokich, brodzić można bez przesadnej obawy, że lękliwe klenie wypłoszymy. Owszem, z płycizn i spod brzegu ryby czmychną już na daleki odgłos kroków, ale gdy wejdziemy w nurt i poruszać się będziemy w jego kierunku i tempie, to ryby pływające przy brzegach będą nasze. Te duże klenie jednak nie rzucą się nieprzytomne w żerowym amoku na przynętę, bo mają co jeść i są ostrożne – pozwolą się wyprzedzić średniakom, by one posmakowały przynętę. Brodząc nurtem podgórskiej rzeki należy pamiętać, że w wielu z nich o określonej porze doby ryby stoją w kryjówkach właśnie w nurcie. Tam przy dnie, za dużymi kamieniami i w szczelinach jest cicho i spokojnie dla ryb, nurt przewala się nad ich głowami. Brodząc zaniepokoimy lub je spłoszymy, wskutek czego nie wykażą zainteresowania naszą przynętą. Z uwagi na ten fakt niezmiennie powtarzam, że aby łowić ryby regularnie i świadomie, rzekę trzeba poznać poprzez częste w niej łowienie. Innego sposobu, tak dobrego i przyjemnego, nie ma.
W rzekach nizinnych łowienie kleni jest o tyle trudniejsze, że tamtejsze łowiska są mało czytelne. Niedoświadczony wędkarz bezradnie wpatruje się w taflę wody i wciąż widzi tylko jedno: płynącą wodę. Nizinne rzeki potrafią również zaskoczyć swoją głębokością, gdyż na przedwiośniu leniwie płynąca woda w wielu miejscach wygląda tak samo na metrowej płyciźnie, jak i nad trzymetrowym głęboczkiem. Bardzo dużo zależy od specyfiki rzeki, dlatego i w przypadku kleni można przejść 2 km i znaleźć ledwie 2 rokujące miejsca. Wtedy wędkarz nabywa doświadczenia, obycia z tą rzeką i wkrótce jest w stanie wnikliwie oceniać jej nurt. Uciążliwością dla wędkarzy jest brak obfitej roślinności na brzegu łowiska. Łowiący nie ma gdzie ukryć swojej sylwetki, woda w rzece jest przejrzysta, bo brak jeszcze letniej zawiesiny (minerały, organizmy). Ryby są zatem czujne i płochliwe.
W rzekach niewielkich, takich o szerokości półtora rzutu, trzeba obławiać każde miejsce głębsze w którym zalegają duże przedmioty: konary, połacie darni przy stromym brzegu, głazy, rozległe kamieniska, pnie drzew. Wszelkie wyrwy w brzegu, powstałe czy to na ostrym zakręcie, czy poprzez osunięcie, warto staranie obłowić różnymi przynętami. Powinny się one różnić przede wszystkim kolorem i głębokością prowadzenia, bo klenie mogą albo kaprysić, albo żerować przy dnie głębokiej rzeki, a wtedy nie dojrzą przynęty prowadzonej przy powierzchni. Wielu miejsc nie da się obłowić prowadząc przynętę z prądem z powodu zbyt dużego uciągu. Tam, po zajęciu dobrej pozycji, należy powoli i starannie prowadzić przynętę pod prąd nurtu. Stąd też w pudełku trzeba mieć na taką okoliczność przynęty doskonale sprawujące się w mocnym uciągu. Klenie są zwinne i szybkie, potrafią też błyskawicznie pochwycić przynętę, ale te walory wykorzystują tylko wobec
Wspaniały wiosenny środkowy Dunajec i mnóstwo ciekawych kleniowych stanowisk
przynęt prowadzonych dość szybko z nurtem. Te prowadzone zaś pod prąd oglądają zaciekawione, potrącają i często odprowadzają aż pod szczytówkę – ale nie chwytają przynęty. Dlatego wędkarz musi ją prowadzić w sposób niejednostajny, co dla ryb jest zachętą do ataku – często zatrzymywać, popuszczać o kilkanaście centymetrów, po czym przyśpieszyć na odcinku 2 metrów, odchylać szczytówkę kija w kierunku nurtu, wskutek czego przynęta oddali się od brzegu na kilkadziesiąt centymetrów. Poprzez uniesienie szczytówki przy utrzymaniu tempa zwijania żyłki przynęta podpłynie do powierzchni, zaś przy opuszczeniu – do dna. W sposób tak nieskomplikowany i nie męczący ręki można łatwo skusić klenia do pochwycenia przynęty.
(kl)
|
R E K L A M A
|
|